Steinbrueck otrzymał 93,45 proc. głosów. W zjeździe uczestniczyło blisko 600 delegatów. Przed głosowaniem kandydat wygłosił blisko dwugodzinne przemówienie programowe, w którym zapowiedział, że będzie dążyć do przywrócenia w Niemczech "socjalnej równowagi", zaburzonej przez politykę chadecko-liberalnego rządu Angeli Merkel.

Celem Steinbruecka jest całkowite odsunięcie od władzy chadeków i liberałów oraz utworzenie koalicji rządzącej z Zielonymi. Nadszedł czas na zmianę - oświadczył polityk. Chcę zostać kanclerzem federalnym, (...) chcę koalicji z Zielonymi. Zastrzegł, że jeśli po wyborach w 2013 roku musiałoby dojść do utworzenia wielkiej koalicji CDU/CSU i SPD, to on nie będzie do dyspozycji. Zapowiedział, że jeżeli stanie na czele niemieckiego rządu, to podniesie podatki dla osób o najwyższych dochodach, przedstawi narodowy plan budowy mieszkań, zreformuje przepisy podatkowe dla małżeństw i osobiście zajmie się nadzorem nad wdrażaniem reformy energetycznej, zakładającej odejście od atomu i przejście na energię opartą na źródłach odnawialnych.

W programie wyborczym SPD i Steinbruecka jest też m.in. wprowadzenie jednolitej płacy minimalnej na poziomie 8,5 euro za godzinę, opodatkowanie rynków finansowych i wprowadzenie kwoty dla kobiet na kierowniczych stanowiskach w firmach. Steinbrueck ostro skrytykował rząd Merkel i jej partię CDU. Jego zdaniem polityka partii chadeckiej jest pozbawiona orientacji, zacofana i pogłębia społeczną niesprawiedliwość w Niemczech. Jedynym programem CDU jest sama przewodnicząca tej partii (Merkel) i nic poza tym - powiedział. Zarzucił też Merkel, że izoluje Niemcy w Europie, próbując pouczać inne kraje.

SPD musi prezentować w kampanii wyborczej jasną proeuropejską postawę. Chcemy być narodem dobrych sąsiadów - powiedział socjaldemokratyczny polityk. Według opublikowanego w niedzielę sondażu ośrodka Emnid 41 proc. Niemców uważa, że Peer Steinbrueck nadaje się na kanclerza; przeciwnego zdania jest 52 proc. Kandydat SPD nie dorównuje popularnością chadeckiej kanclerz Angeli Merkel. Jest często krytykowany za aroganckie wypowiedzi, a jego notowania poważnie osłabiła jeszcze niedawna dyskusja o dodatkowych dochodach polityka, który w ciągu minionych trzech lat zarobił 1,25 mln euro, wygłaszając odczyty na zaproszenia koncernów i banków.

Steinbrueck przyznał, że afera wokół jego dodatkowych zarobków była pierwszą poważną trudnością w kampanii wyborczej SPD i podziękował socjaldemokratom za okazaną mu solidarność. Pochodzący z Hamburga 65-letni Steinbrueck był w latach 2002-2005 premierem niemieckiego kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia. W 2005 roku przegrał wybory regionalne z chadecją, a klęska w ważnym landzie skłoniła ówczesnego socjaldemokratycznego kanclerza Gerharda Schroedera do skrócenia kadencji Bundestagu.

Po przyspieszonych wyborach Steinbrueck został ministrem finansów w rządzie wielkiej koalicji chadeckiego bloku CDU/CSU i SPD, na którego czele stała Merkel. Pełnił tę funkcję w czasie kryzysu finansowego i najgłębszej w historii Niemiec recesji gospodarczej w 2009 roku, zdobywając sporą popularność wśród opinii publicznej.