Jeżeli prawdą jest, że Berlusconi spowodował w grudniu kryzys rządowy, by przyspieszyć wybory, można powiedzieć, że mu się udało. Kadencja parlamentu kończyła się w kwietniu i były premier obawiał się, że do tego czasu zapadnie wyrok w jego najtrudniejszym procesie. Przed tygodniem jego obrońcy wystąpili o odroczenie sprawy w związku z kampanią wyborczą swego klienta, na co sąd się nie zgodził. 

Dziś prosili o to samo, powołując się na fakt, że i oni kandydują w wyborach. W rezultacie sąd zapowiedział, że tak czy inaczej wyrok zapadnie nie wcześniej niż 11 marca, a w lutym, kiedy odbędą się wybory, zaplanowana jest tylko jedna rozprawa.