Erdem Gunduz pojawił się na Placu Taksim wczoraj o godzinie 18 czasu miejscowego. Ustawił się twarzą do portretu Kemala Ataturka, plecak ułożył przed sobą. Stał bez ruchu aż do godziny 2 w nocy. Wtedy na plac wkroczyła policja. Wtedy jednak obok Gunduza stały setki innych nieruchomych protestujących.

Sam Gunduz przyznał potem, że chciał dokonać symbolicznego gestu. - Ja jestem niczym. Ważna jest ta idea: dlaczego ludzie opierają się rządowi? Rząd nie chce, nie chciał zrozumieć, dlaczego ludzie wychodzą na ulice. To jest cichy protest. Mam nadzieję, że ludzie się zatrzymają i zastanowią: "Co się tam dzieje?" - mówił performer. 

Jego pomysł natychmiast został podchwycony przez tureckich demonstrantów. Słowo kluczowe "duranadam", czyli po turecku "stojący człowiek", zdominowało tureckojęzycznego Twittera. W innych dużych miastach pojawili się naśladowcy - stojący nieruchomo pojedynczy ludzie, z kamiennym wyrazem twarzy.

Do tej pory w trwających od 28 maja protestach zginęły cztery osoby, a około pięciu tysięcy zostało rannych. Zaczęło się od protestów przeciwko planom zabudowy Parku Gezi w centrum Stambułu.