Oboje mieli wziąć udział i przemawiać podczas marszu skrajnie prawicowej Ligi Obrony Anglii w Woolwich w najbliższą sobotę 29 czerwca, w miejscu brutalnego mordu dokonanego na brytyjskim żołnierzu Lee Rigby. Liga planuje marsz w Dniu Sił Zbrojnych.

Rzecznik brytyjskiego rządu oświadczył, że osoby, których obecność w przestrzeni publicznej "nie jest korzystna" powinny być wykluczane. Potępiamy wszelkie zachowania i poglądy, które pozostają w sprzeczności z powszechnie przyjętymi wartościami i normami, nie będziemy tolerować jakiejkolwiek formy ekstremizmu - powiedział rzecznik.

Pamela Geller i Robert Spencer ocenili całą sytuację jako "silny cios wymierzony w wolność" i napisali na swoim blogu, że "naród, który dał światu "Wielką Kartę Swobód" umarł". W podobnym tonie wypowiedział się lider Ligi Obrony Anglii Tommy Robinson, stwierdzając, że "to wstyd dla państwa, w którym podobno panuje wolność słowa".

W Wielkiej Brytanii od kilku miesięcy trwała intensywna kampania mająca na celu zakazanie tej dwójce wjazdu do kraju, prowadzona między innymi przez antyfaszystowską organizację Hope Not Hate.

Amerykańscy blogerzy umieścili na prowadzonych przez siebie stronach kopie listów z decyzją brytyjskiego MSW. Wynika z nich, że oficjalnym powodem nałożenia zakazu było wygłaszanie przez nich oświadczeń mogących podsycać nienawiść i prowadzących do przemocy.