Od dawna w Kijowie nie było tak licznej manifestacji. Biorą w niej udział mieszkańcy stolicy, a także osoby spoza Kijowa, które zostały przywiezione w zorganizowanych grupach przez opozycyjne siły polityczne. Uczestnicy krzyczą "Ukraina to Europa". Niektórzy mają instrumenty muzyczne, można usłyszeć znane Polakom "Hej sokoły", grane na szkockich dudach.

Manifestanci zajęli niemal całą główną ulicę miasta - Chreszczatyk. Niosą flagi Ukrainy, Unii Europejskiej, a także sił opozycyjnych. Wiele osób ma wstążki z symbolami "UA" i "UE". Jak donosi nasz korespondent, w demonstracji uczestniczą właściwie tylko ludzie, którzy przyszli sami, z własnej woli i którzy wcześniej nie brali udziału w tego rodzaju protestach. Jest dużo rodzin z dziećmi. Słychać hasła "Ukraina to Europa", "precz z kryminalistą" (tu manifestantom chodzi o prezydenta Wiktora Janukowycza), a także slogany nacjonalistyczne. Niektórzy krzyczą: "rewolucja".

Chcemy być częścią Europy, jesteśmy Europejczykami. Nie chcemy powrotu ZSRR. Nie chcemy być w objęciach Putina - mówi młody demonstrant. Powrotu do dawnych czasów nie chcą też starsi ludzie. - Nie mam żadnej nostalgii. Nie chcę mieć ze Związkiem Radzieckim nic wspólnego. Trzeba iść do przodu, a nie do tyłu - mówi korespondentowi Polskiego Radia jedna z protestujących.

W centrum Kijowa odbywa się także demonstracja prorządowa. Większość jej uczestników to opłaceni studenci i emeryci. Mają oni pokazać, że popierają linię władz, czyli nie zerwanie z integracją europejską, a jedynie jej wstrzymanie dla odbudowania stosunków z Rosją.