Deputowany zwrócił się do ministra Maksyma Sokołowa z wnioskiem o informację, na czym polegają prowadzone przez MAK postępowania dotyczące incydentów lotniczych. Domaga się również prześwietlenia prac Komitetu pod kątem jego bezstronności. Wnioski mają wpłynąć na planowane zmiany w prawie lotniczym - wylicza dziennik "Izwiestia".

Zdaniem Sidiakina, ostatnie katastrofy lotnicze w Rosji pokazały, że MAK, dysponując szerokimi kompetencjami, w praktyce nie jest przez nikogo kontrolowany, a zakres jego zadań jest niejasny. Deputowany chce wyjaśnienia, czy MAK nie powinien podlegać Ministerstwu Transportu. - Przecież to w jego (MAK) zakresie jest wydawanie wszelkich certyfikatów i ocena awarii. To dziwne, dlatego jakieś kontrole organizacji z tego rodzaju uprawnieniami powinny być przeprowadzane - tłumaczył.

Reakcja samego MAK na wniosek deputowanego była chłodna. - Jeśli któryś z deputowanych nie rozumie, na czym polegają zależności między prawami i obowiązkami MAK a działalnością Ministerstwa Transportu, to wystarczy przekazać nam pytanie, a my na nie odpowiemy. Do tej pory takich pytań nie było - usłyszały "Izwiestia" w biurze prasowym Komitetu.

Gazeta zwraca uwagę, że w ciągu ostatnich trzech lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie liczba pasażerów sięgnęła 800 mln, nie doszło do ani jednej katastrofy samolotu pasażerskiego. Tymczasem w Rosji tego rodzaju wypadki zdarzają się często.

Przypomina również, że na czele MAK stoi Tatiana Anodina, której syn i córka kontrolują rosyjskie linie lotnicze Transaero. Sama Anodina posiada 3 procent akcji tej firmy. Wielokrotnie, przestawiając przyczyny i ocenę wypadków lotniczych, pozwalała sobie na wianie hipotez i założeń. Tak było - co podkreślają "Izwiestia" - również w przypadku katastrofy w Smoleńsku. Tu Anodina stwierdziła, że możliwa była obecność osób nieuprawnionych w kokpicie tupolewa, co zostało potem wykluczone.