Złapaliśmy na Majdanie kieszonkowca. Wypuścić? Zaraz wróci. Pobić? Też nie bardzo. Więc kazaliśmy mu myć toi toie - Maksym Hareć, ważna postać w jednym z oddziałów stworzonej oddolnie samoobrony protestujących w centrum Kijowa przeciwników władz, opowiada o zdarzeniu z ostatnich dni. Euromajdan stoi już ponad miesiąc. Bez ludzi gotowych na fizyczną obronę protestów przed władzami już dawno zostałby starty z powierzchni ziemi - przekonują nasi rozmówcy.

Rządowa propaganda przedstawia Majdan jako małą grupkę skrajnych nacjonalistów i brudasów z zachodniej Ukrainy. Maksym jest tego dokładnym przeciwieństwem. Nieźle ubrany właściciel firmy oferującej obsługę fotograficzną dla szkół pochodzi z rosyjskojęzycznego Krzemieńczuka w centrum kraju. On sam też mówi na co dzień po rosyjsku, choć z wyraźnym ukraińskim akcentem. Nie tylko nie ma nic wspólnego z narodowcami ze Swobody, ale nawet niespecjalnie odnajduje się w zawiłościach polityki. Dla niego opozycja to tylko sojusznik, w dodatku kłopotliwy, mający ochotę na zawłaszczenie Euromajdanu.

Maksyma można znaleźć na barykadzie nr 1 przy ul. Instytutskiej. Majdan Nezałeżnosti, wielki plac w sercu ukraińskiej stolicy, jest otoczony pięcioma barykadami. Każda ma dowódcę, wybranego przez jej obrońców spośród siebie. Barykady tworzą dwie linie obrony. - Pierwsza stoi na Chrzeszczatyku (reprezentacyjna ulica Kijowa - red.) kilkaset metrów przed drugą i służy za system wczesnego ostrzegania. Gdy coś dziwnego zaczyna się dziać na pierwszej linii, druga ma czas, żeby się przygotować - opowiada Hareć. Dyżur trwa 36 godzin w trybie dzień - noc - dzień. Później obrońcy Majdanu mają czas, żeby się wyspać u znajomych.

Zagrożenia nie są wydumane. Nie ma tygodnia, by któremuś z polityków opozycji czy aktywistów Majdanu nie spalono samochodu albo go nie pobito. Najbardziej znany przejaw punktowego terroru to bestialskie pobicie pod koniec grudnia dziennikarki Tetiany Czornowoł. Ale podczas naszego pobytu w Kijowie tuż obok komendy milicji nieznani sprawcy napadli na posła Swobody Andrija Illenkę i jego prawnika. Milicja wszczęła śledztwo z paragrafu o wybryku chuligańskim, choć jakiś czas wcześniej obrzucenie śnieżkami deputowanych partii rządzącej uznano za próbę zabójstwa.

Illenko dostał, bo nie miał przy sobie walkie-talkie i nie mógł nas zaalarmować - przekonuje Hareć. Z namiotów, barykad Majdanu i strzeżonych wejść na plac do miejsca pobicia posła przy ul. Proriznej jest może 300 metrów. Pół minuty i dziesięć tituszek, jak na Ukrainie nazywa się wspierających władzę dresiarzy, stanęłoby oko w oko z 50 obrońcami Majdanu, którzy dzień w dzień trenują techniki walki (jedna grupa bierze tarcze i udaje milicję, druga ma się przed nimi obronić). Część z nich to wysportowani, niespełnieni komandosi, jakich wielu w tej grupie wiekowej. W wojskowych kurtkach, spodniach koloru khaki. Z wyrazem twarzy sugerującym, by lepiej w drogę im nie wchodzić.

Dlatego jednym z kluczowych planów sztabu Majdanu na najbliższe dni jest poprawa systemu łączności. Obrońcy chcą się dogadać z taksówkarzami, by w razie czego móc skrzyknąć kierowców w konkretne miejsce za pośrednictwem CB-radia. Oferują otrzymującym pogróżki dziennikarzom i działaczom ochronę. Jeśli ktoś czuje taką potrzebę, może poprosić sztab Majdanu o obstawę w postaci kilku chłopaków. Gdy wszystkie barykady są akurat obstawione, a chętnych na własną ochronę brak, obrońcy rąbią drewno na opał albo patrolują granice Majdanu.

Albo szkolą innych, jak się bronić. 34-letni Maksym Muzyka od ponad dekady uczy japońskich sztuk walki. Po pracy, bo na co dzień importuje aparaturę medyczną. - Gdy pobili Tetianę Czornowoł, napisałem przyjaciołom na Facebooku, że powinni zacząć trenować. Nieoczekiwanie udostępniono ten wpis 1079 razy. Teraz codziennie poza weekendami szkolę dwie grupy, w sumie 70 osób - opowiada Muzyka. Wśród nich są aktywiści Majdanu, ale też dziennikarze, prawnicy, przedsiębiorcy, którzy w tych niespokojnych czasach chcą się poczuć pewniej. Treningi są darmowe. "Uczymy widzieć i dostrzegać. Jak czuć się bezpiecznie. Jak chodzić, stać, padać i wstawać. Jak i dokąd uciekać, chronić się przed chwytami, uderzeniami, bronią białą i palną" - czytamy w poście Muzyki na Facebooku.

Treningi, patrole i wyłuskiwanie kieszonkowców to jednak tylko przygrywka, element wielkiego wyczekiwania. Obrońcy Majdanu twierdzą, że ich źródła w służbach ostrzegają, iż władze szykują scenariusz siłowy. Scenariusz miałby zakładać odcięcie protestujących od prądu i internetu. A po kilku dniach - atak na barykady podobny do tego z 10 grudnia, gdy Berkut rozbił kilka najdalej wysuniętych punktów oporu. - Ci faceci szli na Berkut z gołymi rękoma. Byli bici po głowach, upadali, a na ich miejsce przychodzili kolejni - mówi magazynowi "Ukrajinśkyj Tyżdeń" komendant Majdanu Andrij Parubij. Protestujący są przekonani, że tylko zdecydowanemu oporowi samoobrony zawdzięczają to, że tamtej nocy specoddziały milicji nie wyczyściły całego placu. Mają nadzieję, że ten sukces w razie potrzeby uda się powtórzyć.