Wstrząsające zdjęcia przekazał brytyjskiej kancelarii prawnej dezerter z syryjskiej armii - milicjant, który potajemnie współpracował z ruchem oporu, a w końcu uciekł z kraju. Mężczyzna funkcjonuje w raporcie kancelarii Carter-Ruck and Co. z siedzibą w Londynie pod pseudonimem "Cesar". To on jest autorem fotografii kilkunastu tysięcy martwych więźniów.

Przed wojną "Cesar" pracował przy dokumentowaniu spraw kryminalnych. Gdy wybuchł konflikt mężczyzna dostał nowe zadanie - musiał fotografować ciała zabitych więźniów. Dziennie wykonywał nawet 50 zdjęć. Oficjalnie ofiary miały wpisane w dokumentach, że zmarły na zawał serca albo z powodu problemów oddechowych. Ale nie trzeba być ekspertem, by zorientować się, że przyczyna ich zgonu była zupełnie inna.

Fotografie dokumentują śmierć 11 tys. ludzi, których zakatowano, zagłodzono bądź zabito w czasie trwającej od marca 2011 roku wojny w Syrii. Ciała zmarłych są wychudzone, noszą ślady bicia, a nawet duszenia.

Brytyjscy prawnicy, którzy analizowali zdjęcia i przesłuchiwali na początku stycznia "Cesara" nie mają wątpliwości - to niezbity dowód zbrodni rządu al Assada przeciw ludzkości. Fotografie mogą też posłużyć do pociągnięcia ich do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne.