Polskich misjonarzy zaatakowali muzułmańscy rebelianci. Atak miał miejsce na placówkę kapucynów i sióstr ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza w miejscowości Ngaoundaye.

Ojciec Bogusław Pączka w rozmowie z IAR zapewnił, że poinformował siostry zakonne i misjonarzy świeckich o możliwości ewakuacji. Wszyscy jednak odmówili. I taka wiadomość ma zostać przekazana polskiemu MSZ. Misjonarze tłumaczą, że w czasie rebelii atakowana miejscowa ludność szuka schronienia właśnie u nich.

Duchowni apelują jednocześnie o wysłanie w ich rejon międzynarodowego wojska, które zapewniłoby bezpieczeństwo misji. Jak mówią, noc minęła spokojnie, jednak rano kapucyni znowu musieli uciekać z placówki, gdyż w mieście prawdopodobnie pojawili się islamscy rebelianci. 

MSZ: Jesteśmy gotowi

Tymczasem Radosław Sikorski zadeklarował gotowość pomocy w ewakuacji polskich misjonarzy z Republiki Środkowoafrykańskiej, choć przyznał, że decyzja należy do samych zaintereowanych. W rozmowie z dziennikarzami w Sejmie, szef polskiej dyplomacji zaznaczył, że rozumie dramat wyboru misjonarzy pomiędzy powołaniem a własnym bezpieczeństwem. Dodał jednak, że to, co jest w stanie dzisiaj obiecać, za 24 godziny może już być nieaktualne.

W ocenie ministra, sytuacja w Republice Środkowoafrykańskiej jest dramatyczna. - To jest państwo upadłe, wszelkie instytucje państwowe poza stolicą nie działają: nie ma szkolnictwa, nie ma sądów, nie ma szkolnictwa, nie ma wojska - powiedział. Podkreślił, że MSZ musi realistycznie oceniać sytuację. A to oznacza - wyjaśnił - że jest to miejsce, w którym absolutnie nie wolno przebywać, w którym nie jesteśmy w stanie zapewnić ochrony.

Misjonarze jednak wciąż przyjeżdżają do RŚA. Z informacji IAR wynika, że trzy osoby - dwóch zakonników i świecka pielęgniarka - udało się tam na początku tygodnia. W sumie w pogrążonym w chaosie kraju jest teraz 39 polskich misjonarzy. Ewentualną ewakuację polskiej misji ma wspomagać Francja. 

Ta wojna prędko się nie skończy

O tym, że konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej potrwa jeszcze długo, przekonany jest Błażej Popławski z tygodnika internetowego kulturaliberalna.pl. Publicysta i znawca zagadnień tego regionu świata mówi Informacyjnej Agencji Radiowej, że należy spodziewać się dalszych starć w głębi tego kraju i kolejnych ofiar.

Na prowincji kryzys pogłębia się - podkreśla. Szacuje się, że już pół miliona mieszkańców tego afrykańskiego państwa to uchodźcy, którzy w obawie przed prześladowaniami uciekli z własnych domów. Od niedawna prezydentem Republiki Środkowoafrykańskiej jest chrześcijanka, Catherine Samba-Panza, która próbuje stabilizować sytuację w ogarniętym wojną domową kraju.

Publicysta przypomina, że poprzednie władze prosiły Francję o wsparcie już rok temu. Paryż nie odpowiedział na ten apel i misja zaczęła działać za późno. Błażej Popławski uważa, że wokół stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej sytuacja ustabilizuje się w miarę szybko, jednak na prowincji trzeba będzie na to poczekać nawet kilka lat. 

Polacy na pomoc

Francuską misję wspierają od kilku dni Polacy. Kilkudziesięciu naszych żołnierzy stacjonuje w bazie pod Paryżem, skąd wykonują loty do stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej.

Polscy żołnierze od 2008 roku uczestniczyli w misji początkowo Unii Europejskiej, a potem ONZ w Czadzie i Republice Środkowoafrykańskiej. Stacjonowali w bazie Iriba. Do głównych zadań żołnierzy należało: kontrola terenu wokół bazy, współpraca z ludnością cywilną i władzami lokalnymi, zapewnienie bezpieczeństwa konwojom humanitarnym i wspieranie uchodźców w pobliskim obozie.