W dzisiejszej pikiecie barykady wzięło udział kilkaset osób, wśród nich emeryci, a także tituszki, czyli współpracujący z władzą dresiarze. Wszyscy przyszli w zorganizowanych grupach. Części zapłacono 150 hrywien, czyli 50 złotych. Serhij, który - jak powiedział - mieszka w jednej z sypialnianych dzielnic Kijowa, przyznał w rozmowie z Polskim Radiem, że nie podobają mu się trwające od 21 listopada protesty, ponieważ w mieście panuje z tego powodu bałagan, nie można przejechać samochodem czy przejść. Jego zdaniem, protesty oznaczają też polityczną i ekonomiczną niestabilność.

Przybycie przeciwników zmobilizowało samoobronę Majdanu. Na barykadzie pojawiło się od razu około 200 osób z pałkami, w kaskach i z tarczami, które były gotowe do odparcia ewentualnego ataku. Sami nie będziemy ich bić, bo oni przyszli bez broni, możemy z nimi porozmawiać, jak zechcą - powiedział Polskiemu Radiu Mychajło ze Lwowa.

Doszło do utarczek słownych między przeciwnikami i zwolennikami Majdanu oraz pojedynczych przepychanek.