Wojsko dotarło do polskich misjonarzy. Po trzech tygodniach apeli do duchownych by się ewakuowali, do misji zakonników w Nganday dotarli żołnierze sił pokojowych.
W mieście nastała wielka radość. To można traktować jak wyzwolenie - powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej ojciec Benedykt Pączka. Jak relacjonuje, gdy do miasta wjechali żołnierze, wszyscy mieszkańcy wybiegli na ulicę i gromadzili się przy samochodach wojskowych.

Zakonnik dodał, że po wielu dniach strachu dziś - zarówno on, jak i jego podopieczni - będą spać spokojnie. Mówił też, że na zewnątrz dzieci grają w piłkę, czego nie widział od 3 tygodni. Gdyby wojska nie było, wszyscy ukrywaliby się nasłuchując informacji.

Z relacji ojca Pączki wynika, że do Nganday przyjechali kameruńscy żołnierze z Misji Wsparcia Sił Afrykańskich. Po krótkim pobycie w mieście, gdzie są nasi misjonarze, pojechali kilka kilometrów dalej. Znajduje się tam miejscowość, w której są bandy rebeliantów napadające na okolicznych mieszkańców.

Konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej wybuchł z nową siłą na początku roku, gdy ze stolicy kraju Bangi wycofały się muzułmańskie oddziały rebeliantów z koalicji Seleka. Jednocześnie chrześcijanie zorganizowali grupy nazywane Anti-Balaka. Rozpętała się wojna między poszczególnymi oddziałami.
Polscy misjonarze są blisko granicy z Czadem, gdzie mieści się jeden z obozów wycofujących się grup Seleki.