O tym, że prezydent jest w Charkowie, miało powiadomić Departament Stanu ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych. Poinformowało ono, że Janukowycz weźmie udział w "spotkaniu politycznym" w Charkowie. Wiktor Janukowycz wyleciał z Kijowa prywatnym samolotem w piątek wieczorem. W Charkowie ma spotkać się ze swoimi politycznymi współpracownikami. Położony na wschodzie Ukrainy Charków jest uważany za bastion polityczny Janukowycza.

Tymczasem Samoobrona kijowskiego Majdanu twierdzi, że przejęła kontrolę nad stolicą. Lider skrajnego Prawego Sektora ogłosił w nocy ze sceny, że walka się nie kończy. - Prawy Sektor nie składa broni, nie odpuści blokady żadnego z państwowych urzędów, dopóki nie zostanie zrealizowany główny postulat: odsunięcie Janukowycza od władzy - mówił.

Prezydent Ukrainy, według zazwyczaj dobrze poinformowanej gazety "Dzerkało Tyżnia", poleciał do Charkowa razem z przewodniczącym parlamentu Wołodymyrem Rybakiem oraz szefem prezydenckiej administracji Andrijem Klujewem. Jak informuje gazeta, powołując się na źródło w otoczeniu prezydenta, kolejnym przystankiem na trasie Janukowycza ma być Federacja Rosyjska.

Być może podróż prezydenta ma związek z zaplanowanym na dzisiaj w Charkowie zjazdem deputowanych różnych szczebli. Zjazd przedstawicieli wschodniej i południowej Ukrainy organizuje znany ze swojej prorządowej postawy gubernator charkowski Michaił Dobkin.

Według gazety "Dżerkało Tyżnia", prezydent Janukowycz ma duże wątpliwości, czy podpisać przyjętą wczoraj przez parlament ustawę o powrocie do konstytucji z 2004 roku. Ustawa ta ogranicza władzę głowy państwa na rzecz parlamentu. Pojawiają się głosy, że nie ma zamiaru w ogóle podpisać przyjętych przez Radę Najwyższą ustaw.

Niektóre ukraińskie media podały również informację o tym, że szef ministerstwa spraw wewnętrznych Witalij Zacharczenko uciekł na Białoruś. Odwołany wczoraj przez parlament Zacharczenko jest - według opozycji - współodpowiedzialny za krwawe pacyfikacje protestów.

Białoruskie służby nie potwierdzają jednak informacji o przyjeździe do ich kraju byłego ministra spraw wewnętrznych Ukrainy. Aleskander Ciszczenka, rzecznik prasowy białoruskiej służby granicznej powiedział Radiu Swoboda, że nie posiada informacji, by znalazł się on na Białorusi. Ciszczenka zwrócił uwagę, że Witalij Zacharczenko nie jest oficjalnie poszukiwany, aby miał być śledzony. Poradził też, by w tej sprawie zwrócić się do ukraińskiej straży granicznej.

Tymczasem w rożnych częściach kraju usunięto kolejne pomniki Lenina, m.in. w Czernichowie, Dniepropietrowsku i Połtawie. Pod pomnikiem wodza rewolucji w Czernichowie na północy Ukrainy zebrało się w piątek wieczorem około 500 osób. Mimo sprzeciwu miejscowych komunistów, zdołali oni przewrócić pomnik.

Wczoraj z Leninem pożegnali się mieszkańcy Żytomierza, a w grudniu ubiegłego roku pomnik wodza rewolucji zniknął z Kijowa.

Ministerstwo zdrowia Ukrainy w najnowszym raporcie podaje, że podczas zamieszek w Kijowie zostały ranne 603 osoby, 390 z nich hospitalizowano. Ostatniej doby o pomoc medyczną poprosiło 26 osób, 21 z nich trafiło do szpitali.

Według ukraińskiego ministerstwa zdrowia, od początku starć w Kijowie zginęło 77 osób. Strona opozycyjna twierdzi, że śmiertelnych ofiar może być nawet 100.