Obalenie Wiktora Janukowycza to za mało. Ukraiński Majdan Nezałeżnosti ma zamiar stać co najmniej do majowych wyborów prezydenckich. Równolegle powstają alternatywne organy władzy. Ukraińcy nie chcą dopuścić do powtórki pomarańczowej rewolucji, gdy zostali zdradzeni przez swoich liderów. Budują nowe państwo. Chcą pilnować swojego zwycięstwa. To demokracja bezpośrednia w najbardziej radykalnej wersji.

Powstają ludowa milicja, najwyższa izba kontroli, specjalne oddziały wojskowe, prokuratura, działa ludowe ministerstwo zdrowia. Oficjalni milicjanci muszą legitymować się przed działaczami Samoobrony. Rewolucjoniści traktują ich jak podwładnych. Oficer, podoficer, szeregowy – wszyscy tłumaczą się, dokąd i po co jadą. Znany jest przypadek, w którym Samoobrona Majdanu wylegitymowała berkutowców wyjeżdżających z Kijowa, którzy ukrywali w autobusach skradzione figurki z opanowanego przez opozycjonistów Ukraińskiego Domu.

Z jednej strony są parlament i oficjalne instytucje, które de facto nie działają. Z drugiej strony jest państwo Majdanu. Ukraina Majdanu, która chce po swojemu urządzić kraj. Na ludowo. Po rewolucyjnemu. To demokracja dosłowna.

Mamy zamiar tworzyć organ zaufania ludowego. Ludzie w nim zrzeszeni mają kontrolować działania urzędników, a jeśli któryś z nich okaże się skorumpowany, urząd będzie mógł go usunąć - przekonuje Maksym Hareć, przedsiębiorca z Krzemieńczuka w obwodzie połtawskim. Maksym przez ostatnie trzy miesiące stał na barykadach Euromajdanu. Teraz wierzy, że doświadczenia demokracji bezpośredniej z protestów da się przełożyć na całe państwo.

Na Majdanie nikt nie wierzy politykom opozycji. Liderzy partii parlamentarnych, Arsenij Jaceniuk, Witalij Kłyczko i Ołeh Tiahnybok, byli wygwizdywani, gdy stawali na scenie głównego placu stolicy Ukrainy. Myśl, że wykorzystali oni poświęcenie tysięcy ludzi, z których najpewniej ponad 100 oddało życie, do realizacji własnych ambicji, nie daje spokoju obrońcom Majdanu. Dlatego już teraz myślą, jak zagwarantować, że także w przyszłości politycy nie będą wykorzystywać urzędów publicznych do własnych interesów.

Stąd pomysł ludowej najwyższej izby kontroli. Będą ludowi inspektorzy. Z dostępem do informacji z ministerstw. Teraz to realne. Dokumenty oznaczone gryfem poufne latają luzem po urzędach. Ten, kto chce poznać kulisy władzy Janukowycza, ma realnie dostęp do materiałów źródłowych.

Pierwsze oznaki obywatelskiego sprzeciwu wobec nowych władz dało się odczuć natychmiast po obaleniu prezydenta Janukowycza. Najpierw Automajdan, zmotoryzowana część protestujących, ogłosił swoje przejście do opozycji wobec nowych władz. Potem Andrij Parubij, wojskowy komendant Majdanu, ogłosił, że nie ma zamiaru rozbierać zbudowanych w centrum Kijowa barykad. Wcześniej chęć sprzątnięcia powstańczych umocnień wyraził mer stolicy Wołodymyr Makejenko, sam będący uciekinierem z Partii Regionów.

Gdy zmierza się w stronę Kijowa od wschodu, na szerokiej autostradzie wciąż stoją kontrolne posty rewolucjonistów. Samoobrona Majdanu współpracuje ściśle z milicją. Wielu bojowników widzi swoją przyszłość w strukturach państwowych, milicji albo wojskach wewnętrznych - mówi DGP Maksym Hareć. Ja na pewno zamierzam utworzyć w swoim mieście organizację kontrolującą działania struktur państwowych. Nie damy im więcej kraść i kombinować - zapewnia.

Na Majdanie Nezałeżnosti pozostało niemal całe miasteczko namiotowe. Działają polowe szpitale, choć ostatnio głównie zapewniają one pomoc psychologiczną. Działają kuchnie polowe i kaplice. Ludzie setkami przynoszą kwiaty na miejsca, gdzie poległy dziesiątki protestujących. – U nas w sotni zginęło trzech chłopaków – mówi Maksym Hareć. To i tak jeden z oddziałów, które straciły najmniej bojowników.