Dwaj mężczyźni, którzy byli na pokładzie samolotu linii Malaysia Airlines lecącego z Kuala Lumpur do Pekinu posługiwali się paszportami skradzionymi wcześniej w Tajlandii. Dowody tożsamości należały do obywateli Włoch i Austrii. Obecnie sprawdzana jest tożsamość kolejnych dwóch pasażerów - podały władze w Kuala Lumpur.

Te informacje rozbudzają podejrzenia, że zaginiony samolot mógł paść ofiarą ataku terrorystycznego. Czterej mężczyźni, których dane są obecnie weryfikowane, kupili bilety na lot z Kuala Lumpur do Pekinu za pośrednictwem chińskich linii China Southern. Zaginiony lot MH370 był bowiem wspólnym połączeniem rejsowym chińskiego i malezyjskiego przewoźnika.

W rejonie, gdzie po raz ostatni radary zarejestrowały sygnał samolotu, prowadzona jest intensywna akcja poszukiwawcza. Na pokładzie samolotu znajdowało się 239 osób.

Zaginiony samolot zawrócił z trasy tuż przed zniknięciem

Radar śledzący trasę zaginionego samolotu linii Malaysia Airlines wskazał, że maszyna tuż przed zniknięciem prawdopodobnie zawróciła z wyznaczonego toru. Malezyjskie zespoły ratownicze rozszerzyły więc promień poszukiwań aż do zachodnich wybrzeży kraju.

Według dowódcy malezyjskich królewskich sił powietrznych, analiza danych zapisanych w radarze wykazała możliwość zawrócenia samolotu z wyznaczonej trasy. Nie ustalono jednak przyczyny tej decyzji.

Amerykanie na pokładzie samolotu

Amerykańska firma z siedzibą w Teksasie ogłosiła, że wśród pasażerów było jej 20 pracowników - 12 pochodzących z Malezji i ośmiu z Chin.

Poszukiwania koncentrują się na wietnamskich wodach terytorialnych Morza Południowochińskiego, bowiem na ich powierzchni zauważono dwie duże plamy z ropy. Może to być miejsce, gdzie samolot wpadł do wody, do tej pory nie udało się jednak wypatrzyć wraku. W poszukiwaniach biorą udział statki i samoloty z Malezji, Singapuru, Wietnamu i Chin. Amerykańska marynarka wojenna wysyła na miejsce okręt "USS Pinckney". W dochodzeniu ma też pomagać ekipa z amerykańskiej Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu.

Podczas niedzielnej konferencji prasowej przedstawiciel malezyjskich linii lotniczych przyznał, że nie można wykluczyć najgorszego scenariusza. Dodał, że w poszukiwaniach będzie pomagał amerykański specjalista od badania wypadków lotniczych. Nie podał jednak żadnych nowych informacji. Powiedział jedynie, że w zaginionym samolocie nigdy nie stwierdzono żadnej usterki. Tymczasem, jak informował wcześniej portal aviation-safety.net, maszyna o tym numerze uległa już wypadkowi.

9 sierpnia 2012 roku na lotnisku w Szanghaju podczas kołowania Boeing zawadził skrzydłem o ogon Airbusa należącego do linii China Eastern. Część skrzydła maszyny latającej w barwach malezyjskiego przewoźnika po zderzeniu z Airbusem pozostała na jego ogonie. Nikt nie został ranny.

Zaginiony Boeing 777-200 był w użytkowaniu od prawie 12 lat. Za sterami maszyny siedział doświadczony pilot, który w powietrzu spędził ponad 18 tysięcy godzin.