Badania niemieckiej sondażowi potwierdzają trend, który obserwowany jest na Krymie od kilku tygodni. Większość mieszkańców półwyspu liczy, że wraz z przyłączeniem do Rosji: wzrosną ich zarobki, otworzy im się dostęp do rosyjskich szkół i zakładów pracy, a obiecywane przez Moskwę inwestycje uratują branżę turystyczną. Dlatego aż 70 procent chce głosować za przyłączeniem. Tylko 11 procent jest za pozostaniem w granicach Ukrainy.

Gdyby padło pytanie o ustanowienie niepodległego państwa, taką ideę poparłoby 19 procent mieszkańców Krymu. Dla OBWE, UE, USA i władz w Kijowie wyniki głosowania nie mają znaczenia, bowiem plebiscyt został uznany za nielegalny. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie nie wysłała obserwatorów na to referendum. OBWE wysyła misje tylko wtedy, gdy dostaje zaproszenie od władz kraju, na terytorium którego odbywają się głosowania, a Kijów takowego zaproszenia nie wysyłał. Wiadomo, że na Ukrainie są obserwatorzy wojskowi OBWE, ale ich zadanie jest zupełnie inne.

Z kolei według samozwańczych władz Autonomicznej Republiki Krymu ponad 80 procent zagłosuje za przyłączeniem do Rosji. W Sewastopolu - czarnomorskiej bazie rosyjskiej floty - mieszkańcy mówili reporterowi Polskiego Radia, że od dawna czekali na ten moment. Na Krymie ukraińskie jednostki wojskowe zostały otoczone przez żołnierzy rosyjskich. Rosyjskojęzyczni mieszkańcy półwyspu są zdania że takie działanie zapobiegło wybuchowi wojny. Rosjanie na Krymie określają aktywistów z kijowskiego Majdanu mianem faszystów. Symferopol jest oblepiony plakatami, wzywającymi do głosowania za przyłączeniem do Rosji.

Bojkot referendum zapowiedzieli krymscy Tatarzy, którzy boją się powtórzenia moskiewskich prześladowań z 1944 roku. Zostali wtedy wysiedleni z półwyspu przez Stalina pod zarzutem kolaboracji z Niemcami. Cześć z nich powróciła do domów dopiero w latach 80.

Referendum towarzyszy aktywna kampania w rosyjskich środkach masowego przekazu. Tam również aktywiści z Majdanu są przedstawiani jako faszyści. Działania rosyjskich wojsk tłumaczone są koniecznością ochrony rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy.

W Moskwie zorganizowano manifestacje poparcia dla polityki Putina, w tym przyłączenia Krymu do Rosji. Eksperci zwracają jednak uwagę, że nie były to spontaniczne demonstracje, ale zorganizowane przez władze marsze, w których udział brali głównie aktywiści prokremlowskich ugrupowań. Twierdzili oni, że Krym to część Rosji. Wśród proputinowskich aktywistów znaleźli się tacy, którzy opowiedzieli się za suwerennością półwyspu.

Spontaniczne marsze, początkowo niezbyt liczne i rozpędzane przez policję organizowali przeciwnicy operacji wojskowych i przyłączenia Krymu do Rosji. Wczoraj na ulice Moskwy wyszło ich aż 20 tysięcy. Wspólnie przeprosili Ukraińców za działania Kremla i opowiedzieli się za terytorialną integralnością Krymu.

Według ukraińskiego spisu z końca ubiegłego roku na Krymie mieszkają dwa miliony osób. Ponad 58 procent z nich - to Rosjanie, ponad 23 procent stanowią Ukraińcy. Krymscy Tatarzy - to nieco ponad 12 procent, a na pozostałą część ludności składają się Ormianie, Białorusini i przedstawiciele innych narodowości.

Krymskie referendum zakończy się o godz. 21 naszego czasu.