Rosja nie obawia się unijnych i amerykańskich sankcji. Tak twierdzą rosyjscy politycy i pro kremlowscy eksperci. Niektórzy drwią z już nałożonych ograniczeń personalnych, a inni dają rady jak uchronić się przed skutkami izolacji gospodarczej.

Deputowani Dumy Państwowej zaproponowali, aby Bruksela i Waszyngton objęły sankcjami cały skład parlamentu. W ten sposób chcą solidaryzować się z kolegami, którzy już figurują na „czarnych listach”. Wicepremier Dmitrij Rogozin chwali się na portalach społecznościowych, że nie ma majątku zagranicą, więc sankcje wobec niego są nic nie warte.

Natomiast przewodnicząca senatu Walentina Matwijenko oznajmiła, że nie musi jeździć na wczasy do innych krajów. Niezależni komentatorzy przy okazji zwracają uwagę, że Władimir Putin od dawna przygotowywał się na taką ewentualność, nakazując urzędnikom i deputowanym pozbycie się zagranicznych aktywów. 

Część prokremlowskich ekspertów proponuje, aby Rosja zrezygnowała w rozliczeniach międzynarodowych z euro i dolara. Inni sugerują przeorientowanie gospodarki na Wschód, a jeszcze inni zawieranie strategicznych porozumień branżowych między rosyjskimi, a zachodnimi koncernami.