Według sekretarza Rady Andrija Parubija, informacja o wycofaniu rosyjskich wojsk znad granicy nie potwierdziła się. Przeciwnie - 50 kilometrów od niej tworzone są punkty medyczne, co świadczy o długoterminowych planach.

Andrij Parubij dodał, że separatyści zmienili taktykę - nie organizują już masowych demonstracji. Nie oznacza to jednak, że się poddali. Szykują się wręcz do kolejnego uderzenia: 1 maja i 9 maja, czyli w Święto Pracy i Dzień Zwycięstwa. Według Parubija, działacze prorosyjskich, ekstremistycznych grup prowadzą rozmowy z władzami miejskimi i gminnymi, aby we wschodniej Ukrainie zorganizować referendum w sprawie przyłączenia do Rosji. Co więcej, pod koniec kwietnia chcą wybrać własnego prezydenta "południowo-wschodniej republiki", także pod hasłem dołączenia do Rosji. 

Serwis Nowości Donbasu zamieścił na Twitterze zdjęcie dokumentu, który ma być listą poparcia dla odłączenia się Donbasu od Ukrainy.

Ukraińskie władze obawiają się, że celem separatystów będzie uniemożliwienie ogólnokrajowych wyborów prezydenckich 25 maja. Moskwa już oświadczyła, że w obecnej sytuacji nie zamierza uznać ich wyników. Rosja domaga się odłożenia głosowania oraz federalizacji Ukrainy i wprowadzenia rosyjskiego jako drugiego języka państwowego.

Ile Rosja potrzebuje czasu, by zająć Ukrainę? NATO ocenia, że wystarczą nawet trzy dni. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>