Niemal 200 tysięcy policjantów i żołnierzy pilnuje porządku w Afganistanie przed rozpoczynającymi się tam jutro wyborami prezydenckimi. Talibowie wielokrotnie zapowiadali, że nasilą ataki przed głosowaniem, by uniemożliwić mieszkańcom pójście do urn.
W ostatnich dniach zamachowcy zaatakowali m.in. siedziby afgańskiej komisji wyborczej, ministerstwa spraw wewnętrznych, a ich ofiarą padł dziennikarz szwedzkiego radia publicznego. Dzisiaj w prowincji Khost policjant zastrzelił niemiecką fotoreporter i ranił kanadyjską dziennikarkę. Afgańskie władze twierdzą, że zrobił to omyłkowo, ale eksperci i niektórzy świadkowie sugerują, że mężczyzna mógł być powiązany z talibami.

Ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcin Piotrowski podkreśla w rozmowie z Polskim Radiem, że talibowie nie są w stanie przejąć władzy w Afganistanie. Równocześnie jednak precyzyjnie dobierają cele zamachów, prowadząc przez to wojnę psychologiczną. Od 2010 roku obserwujemy wypychanie talibów z poszczególnych prowincji. Oni nie są w stanie zdobyć w Kabulu czy pokonać armii afgańskiej. Z ich strony jest to walka percepcji, walka obrazami. Nie ma lepszego obrazu, który by służył talibom jak atak na centralną komisję wyborczą czy na MSW. Nie ma lepszego efektu jak zabicie dziennikarza zachodniego - dodaje ekspert PISM. Bezpieczeństwa jutrzejszego głosowania będą strzec wyłącznie siły afgańskie. Około 50 tysięcy wojsk NATO pozostanie w bazach i będzie reagować tylko w wyjątkowych przypadkach.