Punktowe bunty na wschodzie i południu (prawdopodobieństwo: 40 proc.)

Być może będą kolejne próby podburzania mieszkańców wschodniej i południowej Ukrainy do separatystycznych wystąpień. Pierwsza fala zakończyła się, gdy Ukraińcy uszczelnili granice i zaczęli odławiać prowokatorów na granicy z Rosją. Druga trwa od niedzieli, gdy zaczęto szturmować budynki rządowe w Charkowie, Doniecku i Ługańsku. Na więcej trudno Rosjanom liczyć, bo lansowane przez nich hasła – obliczone na zerwanie majowych wyborów prezydenckich – nie cieszą się poparciem miejscowych. Z danych grupy Rejtynh wynika, że tylko co czwarty mieszkaniec Wschodu i co piąty Południa Ukrainy popiera pomysł federalizacji kraju.

Wymuszona stabilizacja (prawdopodobieństwo: 20 proc.)

Władze Ukrainy wyciągnęły wnioski i postępują z separatystami bardziej zdecydowanie niż w czasie pełzającej inwazji na Krym. W Charkowie siły specjalne odbiły zajęty przez nich budynek. W Doniecku najbogatszy Ukrainiec Rinat Achmetow studził nastroje. W Mikołajowie mieszkańcy sami zdemontowali namioty separatystów, a wczoraj w akompaniamencie okrzyków „Faszyzm nie przejdzie!” i „Walizka, dworzec, Rosja” zerwali wiec Ołeha Cariowa, najbardziej prorosyjskiego kandydata na prezydenta. Jeśli siły Kijowa w regionach będą się umacniać, stabilizacji sytuacji własnymi siłami społeczeństwa również nie można wykluczyć.

Powtórka scenariusza krymskiego (prawdopodobieństwo: 30 proc.)

Część analityków uważa, że Rosja nasili ingerencję na Ukrainie. Nawet jeśli pozbyła się złudzeń co do możliwości zerwania wyborów, może potrzebować południowych obwodów Ukrainy, by zagwarantować dostawy prądu na okupowany Krym czy utworzyć korytarz do swojej strefy wpływów w Naddniestrzu. Z kontrolowanych przecieków z MON wynika, że taki scenariusz zakłada zajęcie przez separatystów kilku przejść granicznych, przez które na teren Ukrainy weszliby „żołnierze samoobrony”, tak jak na Krymie. Nie wyklucza się zamachów terrorystycznych, a nawet regularnej inwazji lądowej. Wtedy doszłoby do regularnej wojny o kluczowe miasta.

Sukces dyplomacji i spokój na Ukrainie (prawdopodobieństwo: 10 proc.)

Jak ogłosił Departament Stanu USA, w ciągu tygodnia może dojść do rozmów przedstawicieli Rosji, Ukrainy, UE i USA. W mediach pojawiły się spekulacje, że administracja Obamy zdążyła już obiecać Putinowi wpływy na Ukrainie. Ale takie tezy są przedwczesne, zwłaszcza że z Brukseli i Waszyngtonu płyną sygnały o wsparciu dla Kijowa i poszerzaniu sankcji, jeśli Rosja nie wycofa się z destabilizacji Ukrainy. Szczyt mógłby dać szansę obu stronom na wyjście z twarzą z konfliktu (o ile na takim wyjściu Moskwie w ogóle zależy). Mogłoby to być np. podwyższenie statusu języka rosyjskiego lub wzmocnienie udziału przedstawicieli regionów w pracach nad nową konstytucją.