Michaił Chodorkowski, który na początku marca pojawił się na kijowskim Majdanie i wyraził wsparcie dla protestujących przeciw władzy Ukraińców, tym razem wybrał się w podróż na wschód Ukrainy. W Doniecku, gdzie budynek administracji obwodowej zajęty został przez prorosyjskich separatystów, którzy zdjęli z niego niebiesko-żółtą flagę i zastąpili ją trójkolorowym sztandarem rosyjskim, nie został przyjęty ciepło.

Były szef Jukosu chciał przejść przez kordon broniący dostępu do budynku administracji. Tłumaczył, że chce porozmawiać z dowódcami separatystów, by mieć pełny obraz tego, co dzieje się w Donbasie. Jednak na jego drodze stanął przedstawiciel tutejszej "samoobrony", który wyjaśnił, że w obwodzie działają rosyjskie media, z których Chodorkowski może dowiedzieć się wszystkiego - donosi agencja RBK.

Były biznesmen i niegdyś najbogatszy Rosjanin nie chciał się kłócić i zrezygnował z próby wejścia do budynku. W odpowiedzi usłyszał, że sprzedał swoją ojczyznę i że nikt go tu nie zapraszał. - Żeby nie było żadnych ekscesów, po prostu opuście to terytorium. Ludzie stąd są patriotami i są przygotowani na wszystko - powiedział mu przedstawiciel "samoobrony".

Według mediów, Chodorkowski miał się w Doniecku spotkać m.in. z najbogatszym Ukraińcem, Rinatem Achmetowem.