Po Stanach Zjednoczonych i NATO, także Unia Europejska krytykuje wizytę Władimira Putina na Krymie. Prezydent Rosji przyleciał do Sewastopola, by odebrać uroczystą paradę wojskową z okazji Dnia Zwycięstwa i spotkać się z weteranami. To jego pierwsza wizyta na Krymie od czasu zaanektowania półwyspu przez Rosję w drugiej połowie marca.

Unia Europejska odnotowuje z żalem obecność prezydenta Władimira Putina na defiladzie w Sewastopolu. Ważny dzień naszej wspólnej historii, w którym czcimy miliony zabitych w czasie wojny, nie powinien być wykorzystywany do pokazywania światu nielegalnej aneksji Krymu - powiedziała rzeczniczka szefowej unijnej dyplomacji Maja Kocijancic.

Amerykański departament stanu uznał wizytę Putina na Krymie za prowokację. Ponownie przypomniał, że Stany Zjednoczone nie uznały rosyjskiej aneksji ukraińskiego półwyspu.
Rzeczniczka amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Laura Magnuson powiedziała wcześniej, że wizyta prezydenta Rosji na ukraińskim terytorium zaanektowanym przez Moskwę tylko zaostrzy napięcie.

Również sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen uznał wizytę Putina na Krymie za "niestosowną". Ponownie potwierdził też, że nie ma żadnych oznak wycofywania się rosyjskich wojsk znad granicy z Ukrainą - o czy zapewniał sam Putin.

Wcześniej ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych w specjalnym komunikacie wyraziło zdecydowany protest wobec - jak to ujęto - niezaakceptowanej przez Kijów wizyty w Autonomicznej Republice Krymu i w Sewastopolu, które są tymczasowo okupowane przez Rosję. Ukraiński MSZ podkreślił, że przyjazd Putina na Krym to jawne lekceważenie przez stronę rosyjską ukraińskiego prawa oraz norm prawa międzynarodowego, rażące naruszenie suwerenności Ukrainy oraz złamanie zapisów Karty Narodów Zjednoczonych i umowy o partnerstwie między Ukrainą a Rosją.

Rosja oderwała Krym od Ukrainy, powołując się na wyniki referendum zorganizowanego na półwyspie 16 marca. Moskwa podaje, że za przyłączeniem do Rosji opowiedziało się około 97 procent mieszkańców Krymu, Kijów - że od 15 do 30 procent. W trakcie referendum na półwyspie przebywali rosyjscy żołnierze, którzy przejmowali strategiczne obiekty.