Dopytywany o aktualną sytuację w innych regionach Ukrainy, opowiada, że na wschodzie kraju sytuacja jest specyficzna, bo tam żyją ludzie, którzy nie są częścią ani narodu ukraińskiego, ani rosyjskiego. Należą do narodu sowieckiego.

- Do Donbasu przyjeżdżają kamazy wyładowane bronią. Ci, którzy stoją z pistoletem maszynowym, dostają 500 dolarów dziennie, a z rosyjska flagą - 50 dolarów. To w warunkach ukraińskich bardzo dużo pieniędzy - opowiada polityk w Rp.pl. 

Łucenko twierdzi przy tym, że fundusze na te "wynagrodzenia" pochodzą od Janukowycza, który wywiózł z Ukrainy 5 mld dolarów. - Dlatego musimy się przygotować na bardzo długą wojnę z Rosją - przekonuje.

Doradca Turczynowa ujawnia przy tym, że w ówczesnym rządzie, czyli za Wiktora Janukowycza, każdy z ministrów otrzymywał pulę pieniędzy, aby przekupywać deputowanych. Jak wskazuje, kierownictwo milicji zostało zintegrowane ze strukturami mafijnymi, i to nie tylko na wschodzie.

- Morale milicji podciął także Majdan. Oddziały Berkutu bez oporów strzelały do ludzi, bo nie wyobrażały sobie, że Janukowycz może upaść. Dlatego teraz nie chcą słuchać rozkazów Kijowa, bo obawiają się, że wkrótce może upaść także rząd Jaceniuka - tłumaczy.

Zdaniem Łucenko, gdyby nie było rewolucji na Majdanie, Rosja przejęłaby nie tylko Krym, ale całą Ukrainę. Jak dodaje, iskrą, która zapaliła tę rewolucję, było przekonanie ludzi, że ktoś w Europie na nas czeka; było wylansowane przez Polskę Partnerstwo Wschodnie.

- Putin o tej roli Polski doskonale wie. I wam tego nie daruje - kwituje ukraiński polityk.