MSW oświadczyło, że zatrzymano tylko 7 funkcjonariuszy, którzy strzelali do demonstrantów, reszta jest poszukiwana. Najczęściej ukrywają się oni na wschodzie kraju i na Krymie. Tamtejsze władze okupacyjne nie chcą współpracować ze śledczymi z Kijowa.

Ofiary jednak były też po drugiej strony barykady. Komisja śledcza Rady Najwyżej zwróciła się w związku z tym do Prokuratury Generalnej, aby zbadała, kto w czasie rewolucji strzelał do milicjantów i żołnierzy wojsk wewnętrznych. Według jej informacji od 18 do 21 lutego zostało zastrzelonych 17 mundurowych.

Komisja śledcza twierdzi, że żadna z opozycyjnych partii parlamentarnych obecnych na Majdanie nie miała uzbrojonych grup. Obowiązywał zakaz przynoszenia broni na plac Niepodległości. Dlatego parlamentarzyści przekonują, że do żołnierzy i milicjantów mogli strzelać funkcjonariusze MSW i Służby Bezpieczeństwa przebrani za demonstrantów. Nie wykluczone jednak, że strzelali ludzie, którzy „mieli własne pojęcie o sprawiedliwości społecznej i działali na własny rachunek”.

Ogółem w czasie rewolucji zginęło ponad stu jej uczestników, głównie w czasie zamieszek pod koniec lutego. 

Czytaj także: Wielu zabitych w Kijowie. Unia nakłada sankcje na Ukrainę>>>