Znaczna część mieszkańców anektowanego półwyspu twierdzi, że nie interesowały ich wybory prezydenckie na Ukrainie. Tylko nieliczni przyznają, że przekroczyli rosyjsko - ukraińską granicę, aby wziąć udział w głosowaniu. Choć nie liczą, że Krym znowu znajdzie się w strefie kontrolowanej przez Kijów, to życzą swoim krewnym i sąsiadom jak najlepiej. Sąd jednak i tacy, którzy ostro wypowiadają się o sytuacji na Ukrainie.

W ich ocenie, dopóki władze w Kijowie nie zrobią porządku z "banderowcami", dopóty na Ukrainie będzie lała się krew. Niezależnie od oceny sytuacji, większość mieszkańców anektowanego półwyspu opowiada się za odbudową dobrych kontaktów z Kijowem.