Doktor Samuel Brisbane pracował w jednym z największych szpitali w stolicy państwa - Monrovii. Zajmował się leczeniem osób, u których stwierdzono obecność wirusa Ebola. Jak podaje WHO, pracownicy służby zdrowia są narażeni na zapadnięcie na chorobę, która rozprzestrzenia się przez kontakt z płynami ustrojowymi.

Śmierć doktora Brisbane to pierwszy tego typu przypadek w Liberii, gdzie wirus jest wyjątkowo aktywny. Wiele przypadków zachorowań stwierdzono też w Gwinei (tam wirus zabił 319 osób) i Sierra Leone (224 ofiar).

Również inny lekarz, pracujący w stolicy Liberii, zaraził się wirusem Ebola. 33-letni Amerykanin sam zdiagnozował u siebie chorobę. Podobny przypadek odnotowano także w zeszłym tygodniu w Sierra Leone. 

Na skutek wirusa Ebola umiera do 90 procent zarażonych. W przypadku obecnej epidemii jednak śmiertelność jest niższa i wynosi około 60 procent.