Najpierw Mediolan, potem Bruksela. W trakcie dwóch kolejny szczytów unijni politycy omówią sytuację na Ukrainie. Spotkanie szefów dyplomacji we Włoszech ma być poświęcone ocenie kryzysu, ewentualne decyzje zapadną dopiero w sobotę w Belgii.Jak mówi doktor Paweł Borkowski, europeista z Uniwersytetu Warszawskiego, dotychczasowe sankcje nie szły zbyt daleko. W rękach Unii Europejskiej wciąż pozostają liczne narzędzia dyplomatyczne i gospodarcze, z których dotąd nie skorzystano. Nie odwołano ambasadorów na bezterminowe konsultacje, co można było zrobić. Nie uznano także za persona non grata atache wojskowych i nie wydalono ich z Unii Europejskiej. Bardziej skomplikowana jest kwestia sankcji gospodarczych, ponieważ w przypadku zerwania współpracy straty ponoszą obie strony. Europeista poddaje w wątpliwość, na ile europejskie firmy i społeczeństwa gotowe są te koszty ponieść.

Doktor Borkowski wątpi także, czy decyzje dotyczące sankcji zapadną w trakcie spotkania ministrów spraw zagranicznych w Mediolanie, lub na unijnym szczycie w Brukseli. W ten weekend przedyskutowane miały być pierwotnie nie zewnętrzne, a wewnętrzne problemy Unii Europejskiej. Europejscy przywódcy muszą uzgodnić obsadę najwyższych stanowisk w unijnej administracji do listopada, i politycy muszą się skupić na tym temacie już teraz. Na sytuację na Ukrainie powinno według europeisty zareagować NATO, a sama Wspólnota powinna się skupić na okazaniu jedności. W opinii doktora Borkowskiego, tej jedności w ostatnim czasie po stronie Europy ewidentnie nie było. Szczyt w Brukseli miał być poświęcony tylko nowej obsadzie najwyższych stanowisk w unijnej administracji. Ze względu na eskalację konfliktu na wschodzie Ukrainy zdecydowano jednak o włączenie tego tematu w porządek rozmów.

ZOBACZ TAKŻE: Tusk może powiedzieć TAK Brukseli. Stawia tylko jeden warunek>>>