W wystąpieniu Baracka Obamy były złe sygnały dla Europy - uważa znany litewski komentator polityczny Kestutis Girnius. Podczas wizyty w stolicy Estoni prezydent USA zapowiedział wsparcie dla krajów bałtyckich, ale też pozostawił otwarte drzwi dla dialogu z Kremlem. Wygląda na to, że dla wyborców Obamy za Oceanem działania Rosji nie są rzeczą najważniejszą - powiedział znany litewski politolog i komentator Kestutis Girnius.

Barack Obama zapewnił, że w obliczu zagrożenia ze strony Rosji państwa bałtyckie nie zostaną pozostawione samym sobie. Prezydent USA oświadczył, że zobowiązania NATO w kwestii obrony są mocne i trwałe. Jednak, zdaniem Girniusa - te wypowiedzi nic nowego nie wnoszą. Litewski politolog zauważył, że prezydent Obama zaakcentował potrzebę finansowania obronności.

Kestutis Girnius zwrócił uwagę, że Litwa nie w pełni realizuje wymagania NATO i na cele obronności przeznacza niecały jeden procent PKB. Zdaniem Girniusa, właśnie dlatego Obama odwiedził Tallin, a nie Rygę czy Wilno. Estonia bowiem jako jedyna z trzech państw bałtyckich przeznacza dostatecznie dużo pieniędzy na obronę.