Ukraiński parlament przyjął wczoraj pakiet ustaw antyłapówkarskich, przewidujący m.in. powołanie Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NAB) i Narodowej Komisji Zapobiegania Korupcji (NKZK), a także umożliwiający konfiskatę majątku zbiegłego eksprezydenta Wiktora Janukowycza.

Biuro jest częściowo wzorowane na polskim CBA, jednak będzie się skupiać wyłącznie na przypadkach łapownictwa w wyższych strukturach władzy, a nie wśród szeregowych urzędników. Śledczy, prokuratorzy i pracownicy operacyjni NAB będą ścigać przypadki korupcji wśród deputowanych, ministrów, sędziów, innych wysokich urzędników państwowych czy szefów przedsiębiorstw państwowych.

Pracownicy biura mogą przy tym liczyć na wysoką jak na ukraińskie warunki płacę. Minimalna pensja w NAB ma wynosić 18 tys. hrywien (4,6 tys. zł). Dobre uposażenie ma uodparniać na próby korumpowania samych funkcjonariuszy. Równolegle powstanie też NKZK, która ma się zajmować sprawdzaniem oświadczeń majątkowych urzędników, a także analizowaniem ich stylu życia pod kątem dóbr, na które nie byłoby ich stać, gdyby zadowalali się wyłącznie oficjalną pensją.

Rada Najwyższa pozwoliła też na zaoczne osądzanie przestępstw korupcyjnych i przeciwko bezpieczeństwu narodowemu. Nowe przepisy są wymierzone konkretnie w ludzi Janukowycza, tzw. Rodzinę, za której rządów machina korupcyjna została scentralizowana. – Za poprzedniego prezydenta Wiktora Juszczenki też się dużo kradło, ale Janukowyczowi udało się objąć kontrolę nad głównymi przepływami finansowo-korupcyjnymi. System działał jak piramida: łapownik z dołu hierarchii przekazywał dolę szefowi i tak po kolei, aż pewien określony procent trafiał do ludzi prezydenta – opowiadał DGP Jehor Sobolew, doradzający rządowi Arsenija Jaceniuka w sprawie lustracji urzędników.

Niemal wszyscy obecni na sali deputowani poparli nowe ustawy. Opozycja wywodząca się z Partii Regionów wolała się nie pojawiać na sali obrad ze względu na ogromną presję na "właściwe" głosowanie. – Musimy walczyć o oczyszczenie państwa, odzyskać ukradzione zasoby. Nazwiska tych, którzy nie zagłosują, zostaną opublikowane w "Hołosie Ukrajiny"i wydaniach regionalnych. Napiszemy je wielkimi literami w czarnej ramce i rozpowszechnimy w całym kraju – zapowiadał przewodniczący Rady Ołeksandr Turczynow. „Hołos Ukrajiny” to organ prasowy parlamentu, odpowiednik polskiego Dziennika Ustaw.

Z drugiej strony także sami Ukraińcy domagają się jak najskuteczniejszej walki z korupcją, która powszechnie jest uznawana za najgroźniejszą chorobę toczącą państwo i jedną z przyczyn wojny. Gdy parlament rozpatrywał pakiet antykorupcyjny, pod jego gmachem gromadzili się ludzie wyposażeni w wiadra pełne zgniłych pomidorów. Gdyby deputowani odrzucili projekty, musieliby się liczyć z atakiem. Nie tylko przy użyciu pomidorów. Swoistą popularność na Ukrainie zdobyła ostatnio akcja Trash Bucket Challenge, polegająca na wrzucaniu podejrzanych o korupcję polityków do koszy na śmieci.

Z każdym kolejnym przypadkiem akcje się radykalizują. Przed tygodniem w Odessie jeden z najbardziej znanych deputowanych Partii Regionów Nestor Szufrycz został przy okazji Trash Bucket Challenge brutalnie pobity. Istnieją powody do obaw, że któryś z niepopularnych polityków może zostać zlinczowany przez tłum. Atmosfera w Kijowie, a także wśród stacjonujących w Zagłębiu Donieckim wojskowych się zagęszcza. Reporterzy DGP niejednokrotnie słyszeli zapowiedzi w stylu najpierw uporamy się z Donbasem, a potem ruszymy z bronią na Kijów.

W kontekście podobnych oświadczeń oraz planowanych na 26 października wyborów parlamentarnych żadna siła polityczna nie chce wywoływać wrażenia, że sprzeciwia się lustracji i walce z korupcją, choć opór wśród szeregowych posłów, przyzwyczajonych do załatwiania własnych interesów za pomocą legitymacji poselskiej, jest olbrzymi. Sprzyja to próbom naginania procedur parlamentarnych przez nową władzę, byle tylko konkretne ustawy zostały przeprowadzone przez Radę Najwyższą.

Jednym z ostatnich przykładów było przyjęte 16 września prawo lustracyjne, w przeciwieństwie do Polski dotyczące nie stanowisk wybieralnych, ale funkcji pochodzących z nominacji – milicjantów, prokuratorów czy sędziów. – Jeśli ludzie chcą głosować na skompromitowanego polityka, to ich sprawa. Ale na to, kto zostanie szefem prokuratury, żadnego wpływu nie mają – tłumaczył ukraińską koncepcję lustracji Jehor Sobolew. Przepisy były głosowane trzykrotnie, aż do skutku, zgodnie z praktyką częstą na Ukrainie, choć niemającą nic wspólnego z ustalonymi procedurami. Posłowie głosowali przy tym projekt, którego treść nie w pełni znali. Opinia publiczna poznała ją dopiero po tygodniu.