Amerykańskie wojska odkryły w Iraku zapasy broni chemicznej Saddama Husajna. Były tam bomby lotnicze pociski artyleryjskie i głowice do rakiet wypełnione gazem musztardowym. Dlaczego jednak Pentagon milczał? Okazuje się, że pociski te nie nadawały się do użytku - stanowiły bowiem zapasy z czasów wojny iracko-irańskiej - pisze 'New York Times".

Do tego, jak twierdzą dziennikarze gazety, broń tę Saddam dostał dzięki pomocy krajów Zachodu - zaprojektowano ją w USA, wykonano w Europie, a następnie wypełniono gazem nerwowym i musztardowym stworzonym na liniach produkcyjnych dostarczonych Irakowi przez zachodnie koncerny.

Eksperci uważają, że w ten sposób Waszyngton złamał konwencje ds. broni chemicznej  - nakazują one, w przypadku odkrycia broni masowego rażenia, odpowiednio je zabezpieczyć, zniszczyć i poinformować o tym światową opinię publiczną. Tymczasem amerykańskie wojsko likwidowało broń w sekrecie. Do tego, podczas tej operacji 17 żołnierzy zostało poparzonych. Nie udzielono im odpowiedniej pomocy medycznej i zakazano ujawnić prawdy. To były nieistniejące rany, spowodowane przez znalezisko, którego nigdy nie było - gorzko mówi dziennikarzom "New York Times" sierżant Jarrod L. Tyler.

 ZOBACZ TAKŻE: Hiszpańska armia wraca do Iraku. "Wszystko może się zdarzyć">>>