Po tym, jak wojskowi trafili na ślad "podejrzanych obiektów", obszar poszukiwań znacznie ograniczono - podał dziennik "Svenska Dagbladet". Teraz okręty wojskowe, w tym korweta "Sztokholm", przeczesują rejon na wschód od wąskiego fiordu Ingarö. Zdecydowano również, by w tę okolicę nie wpuszczać mediów i gapiów. Nie oznacza to jednak, że zarzucono poszukiwania w innych regionach - ślady tajemniczej łodzi podwodnej wojskowi tropią w pobliżu Danziger Gatt, już niemal na otwartym Bałtyku. 

Tymczasem mieszkańcy okolic miejsca, w którym zaginąć miał tajemniczy obiekt, zgłaszają się do lokalnych władz, by opowiedzieć o tym, co widzieli. Do tej pory wpłynęło ponad sto świadectw od ludzi, którzy twierdzą, że na szwedzkich wodach wypatrzyli łódź podwodną. Także wojskowi mówią coraz bardziej otwarcie, że najpewniej doszło do naruszenia szwedzkiej integralności terytorialnej.

Wciąż jednak istnieje wiele wersji tego, kto mógł wysłać łódź podwodną na szwedzkie wody. Miejscowi wojskowi zaprzeczyli pogłoskom powtarzanym przez stronę rosyjską, jakoby powodem zamieszania był holenderski obiekt. Wcześniej zaś szwedzkie media donosiły, że może chodzić o rosyjską łódź podwodną, być może zepsutą. Podsłuchane miały być bowiem rozmowy toczące się w języku rosyjskim, na częstotliwościach używanych przez rosyjską marynarkę w sytuacjach ekstremalnych.

Tymczasem obserwujące rozwój sytuacji zagraniczne media zwracają uwagę, że Szwecja może nie mieć środków na przeprowadzenie akcji poszukiwawczej z prawdziwego zdarzenia. Wskazuje się, że to pokłosie konsekwentnego zmniejszenia przez Sztokholm wydatków na obronność. Pisał o tym m.in. jeden z komentatorów "Foreing Policy", który zwrócił uwagę, że szwedzka marynarka wojenna jest cieniem samej siebie z lat 80. ubiegłego wieku, kiedy to nagminnie szwedzkie i rosyjskie łodzie podwodne bawiły się w kotka i myszkę. O tym, że rosyjskiej miniłodzi podwodnej Szwecja szuka za pomocą swojej minifloty - ironizuje z kolei "The Guardian". 

CZYTAJ WIĘCEJ: Jest zdjęcie tajemniczego obiektu. ZOBACZ >>>