Norwegowie poderwali myśliwce, gdy u ich wybrzeży pojawiła się grupa rosyjskich samolotów szturmowych SU-24, eskortowanych przez MiGi-31. Maszyny leciały w przestrzeni międzynarodowej, władze w Oslo nie chciały jednak ryzykować i wolały pilnować tego, co robią Rosjanie - pisze tvn24.pl

Norweski F-16 leciał w pewnej odległości od grupy rosyjskich maszyn, nagle nie wiadomo skąd pojawił się rosyjski myśliwiec, lecący kursem kolizyjnym. Na szczęcie pilot nie stracił zimnej krwi, błyskawiczny manewr uratował oba samoloty od tragedii.

To kolejny incydent z rosyjskimi samolotami. Od czasu wojny na Ukrainie i zachodnich sankcji, Moskwa organizuje coraz więcej prowokacji. Rosyjskie samoloty pojawiają się w przestrzeni powietrznych państw NATO, bombowce krążą też u wybrzeży Stanów Zjednoczonych.