Wiceszefowa policji stanowej Nowej Południowej Walii Catherine Burn nie chciała ujawnić, jakie są żądania napastnika, ale przyznała, że udało się z nim nawiązać kontakt i prowadzone są negocjacje. Według nieoficjalnych informacji, udało się zidentyfikować napastnika. Zaapelowała też, by nie ujawniać w mediach treści informacji zamieszczanych na Twitterze przez zakładników, by nie narażać ich na niebezpieczeństwo. Informacje o takich krótkich komunikatach na tym portalu społecznościowym podały miejscowe środki masowego przekazu.

Twierdzą one też, że osoby, którym udało się zbiec z kawiarni mówią o tym, iż w lokalu oraz w innych częściach Sydney, m.in. w dzielnicy biznesowej, są umieszczone ładunki wybuchowe.

Tymczasem według australijskiego kanału 10, który nawiązał kontakt z dwójką przetrzymywanych z kawiarni, napastnik wysunął dwa żądania. To dostarczenie do kawiarni flagi Państwa Islamskiego i rozmowa z premierem Australii Tonym Abbottem.

Na zdjęciach, które publikują media widać mężczyznę, prawdopodobnie uzbrojonego, z czarną opaską na głowie. Na jednym ze zdjęć dwóch zakładników, stojących przy oknie trzyma czarną flagę z arabskim napisem "Allah jest wielki".

Dramat zakładników w Sydney zaczął się o ok. 9.00 rano czasu lokalnego w samym centrum największego miasta Australii, w pobliżu między innymi amerykańskiego konsulatu. Śródmieście jest pełne policji, która odcięła okolice kawiarni od reszty miasta.

Australia jest bliskim sojusznikiem USA i aktywnie angażuje się w działania przeciw islamskiemu terroryzmowi. W kraju mieszka około 500 tysięcy muzułmanów. Ich przedstawiciele, narodowy związek muftich, już potępili atak. Jakiś czas temu podniesiono w tym kraju stopień zagrożenia terrorystycznego.

Biały Dom poinformował, że Barack Obama odbył naradę ze swoim doradcą ds. terroryzmu Lisą Monaaco. Służby prasowe poinformowały, że amerykański prezydent śledzi wydarzenia w Sydney.