Po dzisiejszym spotkaniu przedstawicieli państw postsowieckich w Mińsku nie należy oczekiwać dobrej atmosfery. Wzrost agresywności Rosji na arenie międzynarodowej wywołuje obawy także u sojuszników Kremla. 

Konflikt między Zachodem i Rosją skłania władze do zaostrzania zasad rozpowszechniania informacji o procesach wojskowo-politycznych zachodzących w kraju – piszą analitycy ośrodka Belarus in Focus (BiF). Najnowszym dowodem jest proces szykowany Alaksandrowi Alesinowi, jednemu z najlepszych analityków wojskowości, współpracującemu z tygodnikiem "Biełorusy i rynok". Alesin ma odpowiadać za współpracę z obcym wywiadem.

Zmiany dotyczą zaś struktur siłowych. Prezydent Alaksandr Łukaszenka wymienił niedawno ministra obrony i dowódcę osobistej ochrony. W tym pierwszym przypadku Jurego Żadobina, który jest z pochodzenia Rosjaninem, zastąpił Andrej Raukou, Białorusin spod Witebska. To wyjątek, ponieważ dotychczas funkcje szefów resortów obrony pełniły w większości osoby niebędące narodowości białoruskiej. Co więcej, gen. Raukou ma w swoim CV epizod dowodzenia 103. brygadą sił specjalnych. Komandosi z Witebska byliby rzuceni na pierwszą linię, gdyby na Białorusi – wzorem Krymu – pojawiły się rosyjskie „zielone ludziki”.

Nie jest to nieprawdopodobne; w tym roku wzrosła aktywność prorosyjskich organizacji propagujących panslawistyczną symbolikę, do której odwoływali się donieccy i krymscy separatyści. – Ja bym bronił Krymu, ja bym o niego walczył – zapewniał Łukaszenka tuż po aneksji półwyspu przez Rosję. – W departamencie analiz panował spokój, dopóki nie zaczęło się zamieszanie na Krymie. A odkąd się zaczęło w Ługańsku i Doniecku, nikogo nawet na urlop nie puścili – mówił Gazecie.ru przedstawiciel białoruskiego sztabu generalnego.

Mińsk nie uznał przyłączenia Krymu do Rosji, a Łukaszenka, obok rytualnych zapewnień o bliskości Białorusinów i Rosjan, jednocześnie spotykał się z nowymi władzami Ukrainy. Co więcej, Białoruś wymieniała z Kijowem dane wywiadowcze na temat dyslokacji rosyjskiego wojska. I choć tych decyzji ze względu na zaawansowanie integracji armii białoruskiej i rosyjskiej nie należy przeceniać, świadczą one o rosnącym zaniepokojeniu Łukaszenki własną przyszłością. Rosjanie w każdych wyborach prezydenckich straszyli go możliwością postawienia na alternatywnego kandydata, jak Alaksandar Kazulin w 2006 r. czy Uładzimier Niaklajeu w 2010 r. Kolejne wybory odbędą się najpewniej jesienią 2015 r.

Aby zmniejszyć odsetek Białorusinów marzących o wspólnym państwie z Rosją, władze w Mińsku rozpoczęły ostrożną kampanię na rzecz białorutenizacji społeczeństwa. Choć 70 proc. Białorusinów uważa „biełaruską mowę” za swój język ojczysty, na co dzień posługuje się nim najwyżej kilkanaście procent społeczeństwa. – Długo żyliśmy w cieniu dużych narodów, mieliśmy wspólne państwo z Polską, z Rosją, żyliśmy w ZSRR. Przez te 20 lat nie w pełni zbudowaliśmy własną tożsamość – wskazywał w ubiegłorocznej rozmowie z DGP szef MSZ Uładzimier Makiej.

– Rosja jest bardzo wrażliwa na wszelkie oznaki białorutenizacji. A ponieważ władze w Mińsku obawiają się podpaść Moskwie, próby głębszego zakorzenienia języka białoruskiego w społeczeństwie będą powolne i ostrożne. Ale będą – twierdzi politolog Andrej Lachowicz z Centrum Edukacji Politycznej. Władze lokalne coraz częściej decydują się na upamiętnianie bohaterów z czasów Wielkiego Księstwa Litewskiego, a po białorusku publicznie zdarza się mówić nawet Łukaszence, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia.

W Rosji nawet tak drobne zmiany wywołują obawy. „Prezydentowi Łukaszence zdarzało się już mówić, że Białoruś to nie Rosja. Świadczy to o niezdrowej sytuacji w rzekomym Związkowym Państwie (tak się nazywa jedna ze struktur integracyjnych łączących Białoruś i Rosję – red.)” – pisał rosyjski białorutenista Bogdan Biezpalko na stronie agencji Regnum. Portal kierowany przez bliskiego Kremlowi PR-owca Marata Gielmana celuje ostatnio w antybiałoruskiej retoryce.

Tymczasem dziś do Mińska zjeżdżają przedstawiciele Wspólnoty Niepodległych Państw. Rozmowy będą dotyczyły m.in. Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EaUG). EaUG ma powstać 1 stycznia 2015 r., a w jej skład mają wejść: Armenia, Białoruś, Kazachstan i Rosja. Dla Władimira Putina budowa unii jest jednym z najważniejszych zadań jego obecnej kadencji. Nawet tutaj widać jednak zgrzyty. Białoruś wznowiła właśnie kontrole celne podróżnych wjeżdżających od strony Rosji, choć do niedawna granica istniała jedynie na mapie.

Mińsk odmawia też przyłączenia się do sankcji, które Kreml nałożył na Zachód w związku z konfliktem wokół Ukrainy. W tej kwestii Białoruś ściśle współpracuje z Kazachstanem, który również nie jest zainteresowany rozpętywaniem wojny gospodarczej z UE. Równolegle zwiększa zaś częstotliwość spotkań z przedstawicielami Zachodu. W tę linię wpisała się także niedawna wizyta wicepremiera Michaiła Rusego w Polsce.