Sędzia James Brandlin odrzucił wniosek adwokatów Polańskiego o nowe przesłuchanie podczas którego zamierzali zgłosić złe traktowanie ich klienta przez wymiar sprawiedliwości. Celem działań prawników reżysera jest doprowadzenia do zamknięcia sprawy.

W liczącym 133 strony dokumencie złożonym w sądzie w Los Angeles, adwokaci Romana Polańskiego zgłosili zastrzeżenia do żądania o aresztowanie reżysera, wysłanego do Polski 28 października. Polański brał wtedy udział w otwarciu Muzeum Historii Żydów Polskich.

Adwokaci przekonywali, że amerykańska prokuratura manipulowała faktami próbując spełnić kryteria umowy o ekstradycji. Chodzi między innymi pominięcie informacji, że Polański spędził pewien czas w odosobnieniu, co miało być karą za seks z nieletnią.

CZYTAJ WIĘCEJ: Nie będzie ekstradycji Polańskiego z Polski. Kto dał mu słowo?>>>

Sędzia uznał, że ten wniosek nie ma "jakiejkolwiek podstawy konstytucyjnej" podkreślając, że Polański tym bardziej nie ma prawa do wystąpienia w tej sprawie przed sądem gdyż 37 lat temu uciekł przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. W swojej ogłoszonej 9-ciostronicowej decyzji sędzia przypomniał, że Stany Zjednoczone ciągle domagają się ekstradycji reżysera. 

W 1977 roku Roman Polański został oskarżony o gwałt na nieletniej. W ramach umowy pozaprocesowej reżyser przyznał się do jednego z zarzutów i za karę spędził 42 dni na obserwacji psychiatrycznej. Gdy jednak dowiedział się, że sędzia chce wycofać się z porozumienia, co może oznaczać dla niego więzienie, wyjechał ze Stanów Zjednoczonych do Francji. Od tego czasu władze USA traktują go jako uciekiniera przed wymiarem sprawiedliwości.\