Gazeta dowiedziała się o tym od obrońców praw człowieka, którzy mają kontakt z poborowymi. Część młodych żołnierzy poskarżyła się organizacji "Żołnierskie Matki”, a ta z kolei poprosiła o wyjaśnienia Ministerstwo Obrony. 

Przedstawiciel resortu w rozmowie z dziennikiem "Kommiersant" stwierdził, że na razie nie dostał żadnego pisma od obrońców praw człowieka. Podkreślił przy tym, że „"przerzut sił i środków odbywa się zgodnie z planami bojowego przygotowania", których jednak ujawnić nie może. 

Sprawą zajęła się także Rzecznik Praw Człowieka Ełła Panfiłowa, ale na razie i ona nie dysponuje szerszą wiedzą na ten temat.

"Kommiersant" zauważa, że obrońcy praw człowieka obawiają się powtórzenia sytuacji z sierpnia ubiegłego roku, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach, w obwodzie rostowskim zginęło kilku żołnierzy oddelegowanych na tamtejsze poligony z Czeczenii. Jak przekonują obrońcy praw człowieka, żołnierze zginęli w walkach na terytorium separatystycznych regionów Ukrainy.

CZYTAJ TEŻ: Dyplomatyczne sankcje wobec Rosji? Putina zaboli co innego... >>>