W czasie buntu na Majdanie Nezałeżnosti kijowska Fundacja Inicjatywy Demokratyczne (FDI) regularnie prowadziła badania nastrojów protestujących. Ich rezultaty były precyzyjną listą żądań ludu. Dla oceny dzisiejszej sytuacji na Ukrainie – rok po obaleniu Wiktora Janukowycza – przyjęliśmy te z nich, które były formułowane przez "dojrzały Majdan" w lutym 2014 r.

Demonstranci żądali wówczas podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, wymiany klasy politycznej, przywrócenia demokracji i rządów prawa oraz zmiany konstytucji, ukarania winnych przestępstw przeciwko protestującym, rozprawy z oligarchami i podniesienia poziomu życia. Połowa z tych punktów zaczęła być realizowana i powoli przynosi pierwsze rezultaty. Reszta pozostała w zawieszeniu, co wraz z trwającą wojną o Zagłębie Donieckie i utratą Krymu rodzi frustracje i zagraża stabilności nowej władzy.

Zwrot na Zachód

Najważniejszym ze zrealizowanych postulatów jest podpisanie wynegocjowanej, lecz odrzuconej przez Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z UE. Stopniowo włącza ona państwo do strefy wolnego handlu z UE i jest motorem prozachodnich zmian w ustawodawstwie. Ukraina za dostęp do unijnego rynku musi zmodernizować prawo bankowe dotyczące ochrony danych osobowych, migracji, zamówień publicznych i przyjąć zgodny ze standardami europejskimi kodeks podatkowy. Najbardziej namacalnym dla statystycznego Ukraińca efektem zbliżenia z UE będzie zaś zniesienie wiz. Decyzja może zapaść na majowym szczycie Partnerstwa Wschodniego, o czym pisaliśmy w DGP.

ZOBACZ TAKŻE: NATO wzywa Rosję do wycofania z Ukrainy>>>

Z drugiej strony wiosną 2014 r. Rosjanom udało się wymusić na Brukseli deklarację, że wdrożenie umowy nie będzie miało negatywnego wpływu na jej gospodarkę. Na skutek nacisków Moskwy do grudnia 2015 r. została wyłączona część porozumienia dotycząca wolnego handlu. Władimir Putin włączył się tym samym do rozmów Bruksela – Kijów jako równoprawny partner. Efektem są trwające właśnie konsultacje rosyjsko-unijne i próby dalszego rozwadniania umowy.

Poziom życia

Rok po rewolucji Ukraińcy mówią, że żyje im się gorzej. Według FDI aż 84 proc. respondentów deklaruje pogorszenie stanu materialnego, a 48 proc. nie jest skłonne ponosić kosztów reform. Jak podają statystycy Ukrstatu, o ile na początku 2014 r. zaległości płacowe w kraju wynosiły 753 mln hrywien, o tyle na początku 2015 r. było to już ponad 2,4 mld. Nie dotyczy to tylko pracodawców z Donbasu, podobny trend jest obserwowany również w stolicy i pozostałych regionach.

Średnia pensja na Ukrainie w styczniu 2014 r. wynosiła 3167 hrywien, by na koniec roku wzrosnąć o 28 proc. do poziomiu 4012 hrywien. W tym samym okresie waluta narodowa znacznie się jednak osłabiła. Niebawem wzrosną zaś ceny gazu, co jest wymogiem MFW, który będzie kredytował gospodarkę. W tym kontekście sztuczny wzrost płac, rekompensujący spadek wartości hrywny, nie wchodzi w rachubę. Kierunek jest raczej odwrotny. Zacieśnianie polityki w tym obszarze tylko pogorszy status materialny statystycznego Szewczenki. Co z kolei będzie się wiązało z radykalizacją nastrojów. Kreml doskonale o tym wie, a przy pierwszej nadarzającej się okazji wesprze przemodelowanie sceny politycznej.

CZYTAJ TEŻ: "Der Spiegel": Kijów musi pogodzić się z utratą Donbasu >>>

Powrót do rządów prawa i zmiana konstytucji

W tym obszarze doszło do zdecydowanej poprawy. Przed upadkiem Janukowycza standardowym zjawiskiem było pozbawianie konkurentów kontroli nad firmami oraz pełna dyspozycyjność sędziów i prokuratury, dziś można mówić o większej przejrzystości. Majdan domagał się powrotu do konstytucji z 2004 r., która osłabiała władzę prezydenta na rzecz rządu i parlamentu. Głowa państwa nie ma obecnie uprawnień epoki janukowyczowskiej, choć wciąż powołuje szefów resortów siłowych i MSZ. Rząd odpowiada za politykę gospodarczą, a parlament stał się realnym uczestnikiem życia politycznego, a nie instytucją fasadową.

Wymiana klasy politycznej

Najbardziej widoczną zmianą, która dokonała się za sprawą Majdanu, jest radykalne przemeblowanie sceny politycznej. Janukowyczowska Partia Regionów rozpadła się, a jej pogrobowcy w wyborach z 2014 r. zdobyli zaledwie 40 mandatów. W parlamencie pojawiły się zupełnie nowe ugrupowania: Blok Petra Poroszenki, Front Ludowy premiera Arsenija Jaceniuka, Samopomoc mera Lwowa Andrija Sadowego i Partia Radykalna Ołeha Laszki. Deputowanym BPP został dziennikarz Mustafa Najjem, który organizował pierwsze protesty, czy Jewhen Sobolew, lider ruchu Uczciwie, a dziś główny lustrator Ukrainy. Mandat zdobyli też komendanci polowi. W tej grupie jest dowódca batalionu Donbas Semen Semenczenko czy wódz Sektora Prawicowego Dmytro Jarosz. W składzie parlamentu nowi posłowie stanowią mniejszość, ale i tak ich udział jest najwyższy w historii ukraińskiego parlamentaryzmu.

Rozprawa z oligarchami

Sondaże FDI nie pytały wprost o deoligarchizację, ale postulat ukarania winnych korupcji wiąże się z systemem oligarchicznym, pamiętającym lata 90. i prezydenta Łeonida Kuczmę. Po obaleniu Janukowycza wielu starych oligarchów wręcz umocniło swoje pozycje. Ihor Kołomojski został gubernatorem Dniepropetrowska i wprowadził do parlamentu silną grupę zwolenników. Petro Poroszenko został szefem państwa. Rinat Achmetow odrzucił propozycję objęcia funkcji szefa administracji w Doniecku, zamiast tego próbując gry na dwa fronty. On akurat przegrał; separatyści zmusili go do ucieczki, a nowa władza traktuje go co najmniej ambiwalentnie.

Oligarchowie wciąż jednak grają zgodnie z zasadą portfolio. Wielki biznes ciągle wspiera wszystkie partie równocześnie, by nie stracić wpływów w razie porażki konkretnego ugrupowania. To zaś zapewnia im stały wpływ na państwo, czemu Poroszenko bynajmniej nie oponuje. Z drugiej strony gdyby nie pieniądze Kołomojskiego, nie udałoby się zatrzymać prorosyjskich ruchów w Charkowie, Dniepropetrowsku, Odessie (nie bez ofiar po drugiej stronie barykady) i Zaporożu. Wobec niektórych zdominowanych przez wielki biznes branż udało się też zwiększyć obciążenia podatkowe.

Ukaranie zbrodni na Majdanie

Najbardziej szkodliwą dla wizerunku władz porażką jest brak wyroków w sprawach dotyczących przestępstw starego reżimu. Przez rok nie udało się ukarać nikogo winnego strzelania do manifestantów ani korupcji czasów Janukowycza. Większość sprawców uciekła jednak do Rosji, tymczasem ich ukaranie pozostaje głównym oczekiwaniem Ukraińców. Niedawne zatrzymanie lidera frakcji Partii Regionów w poprzedniej kadencji, uznawanego za sponsora ługańskich separatystów Ołeksandra Jefremowa, wlało nową nadzieję w serca Ukraińców. Na razie jednak Jefremow wyszedł z aresztu za kaucją.

Stan śledztw za zbrodnie na Majdanie nie jest zadowalający. Zdymisjonowany wkrótce potem, m.in. za bierność w tej kwestii, prokurator generalny Witalij Jarema mówił 5 lutego, że prokuratura przedstawiła zarzuty ponad 100 osobom, zwróciła się z prośbą o pomoc prawną do ponad 20 państw i zablokowała na zagranicznych kontach 104 mln dol., 122 mln franków i 22 mln euro. W bankach ukraińskich zatrzymano 6 mld hrywien i 2 mld dol. Z jednej strony kwota robi wrażenie. Z drugiej – według naszych informacji – Simja ukradła w sumie niemal 40 mld dol.

Były prezydent dołączył do innych postsowieckich emerytów

Wiktor Janukowycz, osiedlając się po ucieczce z Kijowa pod Moskwą, dołączył do plejady gwiazd polityki byłego ZSRR. Oprócz niego na emeryturę w rosyjskiej stolicy zdecydowali się były lider gruzińskiej Adżarii Aslan Abaszidze i eksprezydent Kirgistanu Askar Akajew. W bardziej kameralnym Mińsku osiadł z kolei następca Akajewa, Kurmanbek Bakijew. Abaszidzego z Batumi przepędzili gruzińscy komandosi wysłani do Adżarii przez prezydenta Micheila Saakaszwilego. Akajewa i Bakijewa – podobnie jak Janukowycza – obaliły ludowe rewolucje.

Przypadek Janukowycza jest szczególny. Na wygnaniu miał być narzędziem polityki Kremla wobec Ukrainy. Jako formalny prezydent mógł poprosić Rosjan o wprowadzenie wojsk i przywrócenie „legalnej władzy” w Kijowie. W pierwszych miesiącach po rewolucji w stolicy realnie obawiano się takiego scenariusza. Witalij Czurkin, stały przedstawiciel Rosji przy ONZ, wiosną 2014 r. prezentował napisany rzekomo przez Janukowycza list, w którym ten zwracał się właśnie z taką prośbą. Eksprezydent nigdy publicznie takich deklaracji jednak nie sformułował. Ani nie potwierdził, ani nie podważył wiarygodności listu.

Równolegle sukcesywnie zaczął tracić poparcie nawet w swojej małej ojczyźnie, Doniecku. Jego zwolennicy uznali ucieczkę do Moskwy za zdradę. A Kreml zrozumiał, że nie ma w nim potencjału na lidera. Ostatecznie – jak przekonywali nasi rozmówcy w Kijowie – w rebelię w Zagłębiu Donieckim zaangażowali tylko pieniądze Janukowyczowskiej Simji (Rodziny). Była to forma opłaty za moskiewski azyl. Te pieniądze w większości pochodziły z systematycznego okradania Ukrainy przez oligarchów z Rodziny. – Podczas rebelii przekazywano je do Zagłębia Donieckiego za pośrednictwem liderów lokalnego półświatka i bliskich współpracowników Janukowycza – mówił nam publicysta magazynu „Nowoje Wriemia” Maksym Butczenko.

Dziś rola Janukowycza jest w Donbasie marginalna. Wraz z eskalacją wojny pojawiły się nowe lokalne elity, które nie są zainteresowane dzieleniem się wpływami z politycznym trupem i tchórzliwym uciekinierem, za jakiego uznawany jest eksprezydent. Sam Janukowycz jest skazany na Rosję. Jako osoba, za którą wystawiono międzynarodowy list gończy, przekraczając granicę ryzykuje utratę wolności. Mimo pogardy, którą wielokrotnie okazywał mu publicznie prezydent Władimir Putin, Rosja pozostaje wobec niego lojalna. Z informacji podawanych przez ukraińskie MSW i prokuraturę wynika, że jest posiadaczem rosyjskiego paszportu.

Znacznie bardziej perspektywiczną postacią dla Rosji jest Aslan Abaszidze. W polityce wobec Gruzji odgrywa rolę konsultanta. Jako dawny lider autonomicznej Adżarii doskonale zna słabe i dobre strony funkcjonowania quasi-państw. Z kolei wykorzystywanie separatystycznych republik jest podstawowym narzędziem oddziaływania Rosji na Kaukaz Południowy, Ukrainę i Mołdawię. Jak podaje „Niezawisimaja Gazieta”, Abaszidze spotykał się z wysokiej rangi urzędnikami Kremla w sprawach parapaństw. W tym z ówczesnym wicepremierem, a dziś szefem administracji Putina Siergiejem Iwanowem. Abaszidze pracuje też nad wspomnieniami, w których zamierza opisać czasy prezydentury Zwiada Gamsachurdii i Eduarda Szewardnadzego.

Byli gruzińscy oficjele na rosyjskiej emigracji mają wyraźną nadreprezentację. Oprócz Abaszidzego Rosja chroni też byłego szefa bezpieki Gruzji Igora Giorgadzego, który jest oskarżany o zorganizowanie zamachu na życie Szewardnadzego. Interpol wystawił za nim list gończy. W Rosji Giorgadze ma się dobrze. Stoi na czele ruchu AntySoros; amerykański filantrop George Soros jest w Rosji symbolem sponsoringu wszelkich kolorowych rewolucji od Belgradu przez Kijów do Tbilisi, a tym samym wrogiem numer jeden dla Kremla. Jest też aktywnym komentatorem gruzińskiego życia politycznego. Lożę gruzińską zasila również były szef MSW Adżarii Dżemal Gogitidze.

Polityczni uciekinierzy, którzy mogą się jeszcze przydać Kremlowi, przybyli też z Białorusi. Ciepłe posady w państwowych koncernach dostali od Moskwy np. byli szefowie MSW Uładzimier Nawumau, KGB Leanid Jeryn, administracji prezydenta Urał Łatypau i dawny wicepremier Walery Kokarau.