26 lutego 2014 roku przed parlamentem autonomicznej republiki Krym trwały dwie manifestacje - wielotysięczny miting krymskich Tatarów - zwolenników jedności Ukrainy i mniejsza manifestacja zwolenników oddzielenia się od Kijowa. Ci ostatni zostali przed parlamentem na noc - sami byli zdziwieni, gdy zobaczyli, że do gmachu parlamentu weszli jacyś komandosi. 

CZYTAJ TAKŻE: "Rosja przekupuje kraje członkowskie". ROZMOWA DZIENNIK.PL>>>

To byli Rosjanie mieli automaty, granaty, mnóstwo broni - mówił jeden z demonstrantów. Później zielonych ludzików było na Krymie coraz więcej. Wszyscy w mundurach rosyjskiej armii. Władimir Putin nazywał ich miejscową samoobroną Krymu i przekonywał, że takie mundury można kupić w wielu sklepach.

Rosyjscy żołnierze zajęli Krym i pod lufami karabinów przeprowadzili referendum za przyłączeniem do Rosji. Kilka miesięcy później żołnierze w rosyjskich mundurach bez dystynkcji pojawili się w Donbasie.