Do tego Włochy i Hiszpania uznają oficjalnie, że na Ukrainie dokonał się postęp. Nieoficjalnie znacznie więcej państw próbuje wrócić do biznesu z Rosją, przekonując, że sytuacja na Wschodzie się normalizuje.

Jak komentują nasi rozmówcy, jeśli w najbliższym czasie nie dojdzie do drastycznego złamania zasad Mińska 2, sankcje stopniowo będą rozwadniane. Mało prawdopodobne jest też, że dojdzie do zmiany składu osobowego przy stole rozmów o przyszłości Ukrainy. Nie dołączy do niego przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Niedawno o konieczności włączenia go do rozmów o Ukrainie mówił w wywiadzie dla DGP szef polskiej dyplomacji Grzegorz Schetyna.

Zachowanie jednolitego stanowiska w sprawie sankcji na dzisiejszy szczyt i tak należy uznać za sukces. Może to być ostatnie spotkanie, na którym prezentowane jest tak spójne stanowisko Europy.

– Powiedzmy sobie szczerze, jedziemy na szczyt znudzenia Ukrainą – mówi nasz rozmówca. Potwierdzeniem tego trendu jest nieobecność w Brukseli prezydenta Petra Poroszenki. – Niewielu jest takich, którzy chcą go tam widzieć. Panuje przekonanie, że ciągle powtarza te same argumenty – dodaje. Europoseł i były minister finansów Łotwy Roberts Zile w rozmowie z DGP precyzuje, że Rosja od dawna rozgrywa kraje unijne.