Po nocnej przerwie wznowiono poszukiwania w miejscu katastrofy w Alpach gdzie rozbił się samolot linii Germanwings ze stu pięćdziesięcioma osobami na pokładzie. Wśród nich było szesnaścioro licealistów. Samolot leciał z Barcelony do Duesseldorfu.

Śmierć dwóch Australijczyków potwierdziła minister spraw zagranicznych Julie Bishop. O obecności na pokładzie dwóch Kolumbijczyków poinformował tamtejszy MSZ, a japoński rząd ujawnił, że samolotem leciało dwóch obywateli tego kraju. Na pokładzie znajdował się także jeden obywatel Izraela - co potwierdza izraelski resort spraw zagranicznych.

Z kolei szef brytyjskiej dyplomacji Philip Hammond nie wykluczył, że wśród ofiar katastrofy znajdują się Brytyjczycy. Jego zdaniem mogło być ich kilku, choć informacje o tym są na razie sprawdzane. 

Również władze Meksyku przyznały, że w Alpach mogli zginąć dwaj obywatele tego kraju.

Airbus A320 niemieckich linii lotniczych Germanwings rozbił się w okolicy miejscowości Barcelonette. Maszyna leciała z Barcelony do Duesseldorfu, na jej pokładzie było 150 osób - 144 pasażerów i 6 członków załogi. 

Nadal nieznana jest dokładna lista pasażerów. Według wstępnych informacji przekazywanych przez stronę niemiecką i hiszpańską zginęło 67 Niemców i 45 Hiszpanów. Francuski prezydent powiedział też, że wśród ofiar są również Turcy. 

Nie ma informacji o tym, by katastrofie samolotu w Alpach zginęli Polacy. 

CZYTAJ WIĘCEJ O KATASTROFIE AIRBUSA W ALPACH>>>

Do maleńkiej wioski zatopionej wśród szczytów i dolin Alp Prowansalskich, do Seyne-les-Alpes przybywają rodziny hiszpańskich i niemieckich ofiar, które zginęły w katastrofie. Czekają na nich lekarze, psycholodzy i tłumacze. Do katastrofy doszło w odludnym, trudno dostępnym miejscu. Samolot rozbił się o skaliste zbocze wyrastające niemal pionowo z wąskiej doliny.

Wprawdzie w tym miejscu nie ma już śniegu, ale żeby się tam dostać trzeba się przedrzeć przez szlak pokryty jego grubą warstwą. Co więcej znaczne ilości śniegu w żlebach grożą zejściem lawin.

Jak na razie mnożą się hipotezy co do okoliczności w jakich doszło do katastrofy. Nie wiadomo dlaczego piloci samolotu powoli tracącego wysokość - z dziesięciu na dwa tysiące metrów w ciągu ośmiu minut, nie nadali sygnału SOS. 

Airbusem A320 mieli lecieć piłkarze III ligowej szwedzkiej drużyny piłkarskiej. W ostatniej chwili zmienili plany i polecieli do domu przez Zurych. W 1953 roku w tym samym rejonie miała miejsce katastrofa lotnicza. Rozbił się tutaj samolot lecący z Paryża do Sajgonu. Zginęły 42 osoby.