Na razie wszystko wskazuje na samobójstwo. Tak najnowsze doniesienia w sprawie katastrofy samolotu Germanwings komentuje ekspert lotniczy Wojciech Łuczak. Francuscy śledczy ustalili, że drugi pilot pod nieobecność kapitana zaczął świadomie obniżać pułap maszyny. Pierwszy oficer nie wpuszczał kapitana, nie kontaktował się z kontrolą lotów i nie reagował na komunikaty alarmowe. Łuczak twierdzi, takie zachowanie jest zadziwiające. Zaznaczył on, że kandydaci na pilotów samolotów pasażerskich od początku nauki mają wpajaną zasadę, że odpowiadają nie tylko za swoje bezpieczeństwo, ale także za bezpieczeństwo kilkudziesięciu, albo kilkuset osób na pokładzie maszyny. Dlatego celowe doprowadzenie do śmierci pasażerów jest trudne do zrozumienia. Z zapisu czarnych skrzynek wynika, że do momentu zderzenia z ziemią pilot, który znajdował się w kokpicie, oddychał. Kapitan przez kilka minut bezskutecznie próbował dostać się do kabiny pilotów.

Dodatkowe zabezpieczenia kokpitu wprowadzono po ataku na wieżowce World Trade Center w 2001 roku. Zarówno zdaniem Wojciecha Łuczaka jak i Grzegorza Sobczaka, redaktora naczelnego Skrzydlatej Polski, teraz będzie konieczna ich korekta. Sobczak zaznacza jednocześnie, że istnieją procedury awaryjne, które umożliwiają dostęp do kabiny pilotów. Nie wie jednak, dlaczego ich nie wykorzystano. Z Kolei Łukacz zwraca uwagę, że konieczne będą też zmiany w systemie szkoleń pilotów, tak, by nie dopuszczać do maszyn potencjalnych samobójców. Do katastrofy doszło przedwczoraj. Samolot typu Airbus A-320 rozbił się we francuskich Alpach. Zginęło 144 pasażerów i sześciu członków załogi. Samolot wystartował w Barcelonie. Miał lądować w Dusseldorfie. 

ZOBACZ TAKŻE: Kim był drugi pilot Airbusa? Sylwetka Andreasa Lubitza>>>