Najpierw Zbigniew H. wtargnął do mieszkania emerytowanej, 79-letniej kobiety, którą pod groźbą broni obrabował. Tego samego dnia wieczorem, 27 czerwca 2009 roku dostał się do kolejnego domu. Ojciec rodziny wspomina, że około godziny 23-ciej jego żona weszła na piętro, do pokoju ich córeczki, aby sprawdzić czy dziecko śpi.

Kątem oka zauważyła postać chowającą się w rogu, za meblem. Gwałtowne poruszenie się kobiety sprawiło, że z cienia wyłonił się mężczyzna trzymający długi nóż. W momencie, gdy mąż na krzyk żony pojawił się na piętrze, napastnik znikł przez okno w dachu.

Dziewczynka miała wtedy 9 lat - tyle co Chloe zgwałcona i zamordowana w lesie na obrzeżach Calais. Policji udało się ustalić, że wtedy do ich domu włamał się ten sam napastnik.

Francuskie media przytaczają wypowiedzi przedstawicieli polskiego wymiaru sprawiedliwości, którzy twierdzą, że nic sobie w sprawie Zbigniewa H. nie mogą zarzucić. Tutejsza opozycja stawia pytania o to dlaczego nie doszło do ekstradycji recydywisty z Polski i dlaczego nikt nad Sekwaną nie słuchał ostrzeżeń francuskich psychologów. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT>>>