Ugrupowanie Conservatives for Britain, złożone z ponad 50 torysów, twierdzi, że może liczyć na kolejnych 50, w tym część członków gabinetu. Lider grupy Steve Baker nie chciał ujawnić mediom, o kogo chodzi. Ale premier Cameron podjął prewencyjny krok. 

CZYTAJ TAKŻE: Tusk do Camerona: Liczę, że Wielka Brytania zostanie w Unii Europejskiej>>>

Podczas szczytu G-7 w Bawarii powiedział, że jeśli jest się członkiem rządu, trzeba przyjąć pogląd, że Wielka Brytania podejmuje proces renegocjacji warunków członkostwa przed referendum i że doprowadzi to do pomyślnego rozwiązania. Premier Cameron wyjaśnił: "Rząd nie jest w tej sprawie neutralny. Mamy jasny pogląd - negocjować, dobić targu w interesie brytyjskim i rekomendować głosowanie za pozostaniem w Unii".

Tak stanowcze postawienie sprawy kłóci się i z brytyjską tradycją kolektywnych rządów gabinetowych, i z podejściem konserwatywnego rządu do poprzedniego referendum w 1975 roku. Część ministrów premiera Edwarda Heatha była wówczas za pozostaniem w EWG, a część - przeciw.