Rzecznik premiera Al-Habiba As-Sida powiedział, że dymisje są spowodowane nie tylko uchybieniami przy zapewnieniu bezpieczeństwa, ale też błędami politycznymi.

Wśród policjantów, którzy zostali wyrzuceni z pracy, jest jeden funkcjonariusz z Susy, jeden z Gaafour - rodzinnego miasta zamachowca i jeden z Kairuan, gdzie studiował napastnik.

Dziś prezydent Tunezji w związku z zamachem wprowadził stan wyjątkowy. W tym czasie wojsko i policja mają znacznie większą władzę, a niektóre prawa obywatelskie są zawieszone, takie jak prawo do publicznych zgromadzeń. Ma to pomóc władzom w walce z ugrupowaniami terrorystycznymi.

Do zamachu w popularnym kurorcie Susa doszło 26 czerwca, kiedy uzbrojony napastnik otworzył ogień do bezbronnych turystów na plaży. Zginęło 38 osób, a sam terrorysta został zastrzelony przez policję. Do ataku przyznało się samozwańcze Państwo Islamskie.