Wśród przesłanych do parlamentu ustaw mają znajdować się między innymi trudna i bolesna reforma emerytalna, podwyżki podatku VAT i CIT oraz ustawy związane z prywatyzacją.

Szczegóły nowych rozwiązań na razie nie są znane, ale jest niemal pewne, że uderzą one Greków po kieszeniach. Grecki premier musiał jednak zobowiązać się do przeprowadzenia reform, bo bez tego nie byłoby szans na nową pożyczkę dla Aten.

Wciąż jednak nie wiadomo, czy projekty ustaw będą miały wystarczające poparcie.

Ponad 30 deputowanych rządzącej Syrizy zapowiedziało, że wstrzyma się od głosu, bo nie podobają im się pomysły oszczędności. Nie wiadomo, co zrobi współkoalicjant Aleksisa Tsiprasa. Wczoraj przedstawiciele ugrupowania Niezależni Grecy mówili, że zagłosują na "nie", a dzisiaj lakonicznie oświadczyli, że poprą tylko niektóre z projektów. Większość opozycji zagłosuje na "tak", co oznacza, że jest szansa, iż ustawy zyskają niezbędne poparcie.

Jak relacjonuje z Aten specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, do głosowań dojdzie prawdopodobnie jutro, choć zapewne poprzedzi je długa i burzliwa debata. W piątek, gdy parlament miał udzielić premierowi zgody na dalsze negocjacje, obrady parlamentu przeciągnęły się do godz. 4:00 nad ranem.

Tymczasem ateńska policja szykuje się na kilka manifestacji w czasie, gdy w parlamencie będzie trwała debata. Z kolei związkowcy zrzeszający pracowników budżetówki zapowiadają na jutro 24-godzinny strajk w proteście przeciwko reformom.