Pierwszy dom dla dzieci prowadzony przez Polaków powstał w stolicy Kamerunu, Yaounde w 2009 roku, założył go polski misjonarz, dominikanin z Poznania, ojciec Dariusz Godawa, który od prawie 20 lat pracuje w Kamerunie. Początkowo Foyer St. Dominique (Wspólnota św. Dominika) wynajmowało tylko pomieszczenia, w 2011 roku wybudowany został pierwszy dom. Drugi powstał dwa lata później i czeka na wyposażenie pokoi, które są jeszcze nieumeblowane. Oba domy wybudowane są według tego samego planu i mają po 11 pokoi, a w każdym może zamieszkać po troje dzieci. 30 dzieci mieszka na stałe w sierocińcu, gdzie mają nie tylko lepsze warunki życia, ale i edukację. Pozostałe dzieci mieszkają co prawda w domach ze swoimi rodzinami, ale dnie spędzają w ośrodku, gdzie mają pełne wyżywienie i wykształcenie. Takich dzieci jest ponad 200. W zasadzie wszystkie dzieci to sieroty społeczne, sporo jest półsierot i niemało zupełnych sierot.

Dom Dziecka ma dostęp do energii elektrycznej, bieżącej wody i kanalizacji, co stanowi bardzo wysoki standard jak na kameruńskie warunki. Teren, na którym znajdują się domy, jest ogrodzony, dzięki czemu domownicy mogą czuć się bezpiecznie.

Z czego się utrzymują? Pomoc płynie od ofiarodawców (także biznesowych) z Polski, w ograniczonym stopniu ośrodek jest wspierany przez miejscowe władze (np. przez zarząd lasów w Kamerunie). Nieocenione jest wsparcie Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Słońca, które koordynuje pomoc dla ośrodka płynącą z Polski (wpłaty pieniężne, darowizny rzeczowe, wyjazdy wolontariuszy, opieka nad studiującymi w Polsce wychowankami). Kilkoro najzdolniejszych wychowanków Domu Dziecka rozpoczęło studia w Polsce. Jest szansa na to, że ośrodek się rozrośnie i zostanie unowocześniony. Polska firma FreeVolt zdecydowała się bezpłatnie zasponsorować instalację fotowoltaiczną (panele plus odpowiednie połączenie i urządzenie wspomagające), dzięki czemu budynek miałby swoje źródła energii…

Może to nie jest wiele. To nie jest spektakularna akcja czy wydarzenie przykuwające uwagę światowych mediów. Nie obejmuje (na razie) pomocą tysięcy osób. Ale przynajmniej tych kilkaset dzieci z Kamerunu ma szansę na normalniejsze dzieciństwo i lepszy start w dorosłe życie. A to już bardo dużo.