W imieniu prezydenta wniosek o użycie sił zbrojnych poza granicami Rosji senatorom przedstawił szef kremlowskiej administracji Siergiej Iwanow. Potwierdził on, że z prośbą o pomoc wojskową zwrócił się prezydent Syrii Baszar al-Assad. Już po głosowaniu Iwanow wyjaśnił, że chodzi o udział rosyjskich żołnierzy w operacjach na terenie Syrii. Przy tym tłumaczył, dlaczego Moskwa jest tak zainteresowana walką z terrorystami działającymi na Bliskim Wschodzie.

Liczba obywateli Rosji i krajów Wspólnoty Niepodległych Państw, którzy przyłączają się, co stwierdzam z żalem, do terrorystycznej organizacji Państwo Islamskie rośnie już nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę - stwierdził kremlowski urzędnik. Dodał, że w związku z tym, że takich osób są już tysiące, konieczne jest podjęcie działań wyprzedzających, które zapobiegną ich powrotowi do kraju i powstrzymają przestępczą działalność. Siergiej Iwanow uściślił, że chodzi o wykorzystanie sił powietrznych Rosji.

Komentując decyzję senatu i prezydenta politolog Jewgienij Satanowski w wypowiedzi dla telewizji Rossija24 stwierdził, że Moskwa doskonale poradzi sobie z tym zadaniem. Znaczna część tak zwanej amerykańskiej koalicji tam działającej nie walczy z terrorystami. Oni są gotowi bombardować Assada, a przy tym wspierać Państwo Islamskie, tak jak Turcja czy Katar, albo pomagać Al Kaidzie jak Arabia Saudyjska - mówił ekspert. Satanowski dodał, że w jego opinii -obecność rosyjskich wojsk powietrznych, których na pewno nikt tam palcem nie tknie, zdecydowanie zmienia sytuację i niewykluczone, że teraz rzeczywiście zacznie się wojna z islamistami