Tymczasem straż kontynuuje poszukiwania zaginionych członków załogi. Na pokładzie "El Faro" znajdowało się 28 Amerykanów i 5 Polaków.

Amerykańska straż przybrzeżna jest przekonana, że "El Faro" zatonął. Kapitan Mark Fedor powiedział, że świadczą o tym szczątki statku znalezione na powierzchni - elementy kontenerów, styropian, drewno, koła i kamizelki ratunkowe oraz zniszczona łódź ratunkowa.

Już nie szukamy statku. Teraz koncentrujemy się na poszukiwaniach ludzi w wodzie - mówił Fedor. Jak poinformował Polskie Radio bosman Ryan Doss w akcji poszukiwawczej bierze udział 6 okrętów, cztery samoloty oraz helikopter.

Doss nie krył, że szanse na znalezienie żywych nie są duże. - Oni znaleźli się w huraganie 4 kategorii z wiatrem o prędkości 240 kilometrów na godzinę i piętnastometrowymi falami - tłumaczył Doss.

Gdy "El Faro" wypływał we wtorek z portu w Jacksonville, Joaquin był tylko sztormem. Jednak już w środę rano stał się huraganem a prognozy mówiły, że będzie przybierać na sile.

Mimo to kapitan Michael Davidson nie zmienił kursu i wpłynął niemal w oko huraganu. Dlaczego podjął taką decyzję wyjaśni federalne dochodzenie. Będą je prowadzić przedstawiciele Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu, którzy jeszcze dziś mają przybyć do Jacksonville na Florydzie.