- Nie mam romantycznego stosunku do Unii Europejskiej i jej instytucji - przekonywał lider torysów. W przemówieniu zaakcentował duży wkład swego kraju w funkcjonowanie organizacji - jego zdaniem Unia potrzebuje Wielkiej Brytanii, aby rozwijać relacje ze Stanami Zjednoczonymi oraz liczyć się w globalnej polityce. Cameron znany jest jako wielki orędownik umowy handlowej między Unią a USA (TTIP) - niejednokrotnie ostro krytykował przeciwników porozumienia, oskarżając ich o cyniczne straszenie ludzi. W opozycji do TTIP występuje np. UKIP - ugrupowanie Nigela Farage’a. Porównując konserwatystów do tej partii, Cameron powoływał się na rozsądek i umiarkowanie Brytyjczyków.

Brytyjski premier dał do zrozumienia, że nie interesuje go dalsze pogłębianie integracji europejskiej. Na przykładzie trwałej rezygnacji ze wspólnej waluty udowadniał, że brytyjski nonkonformizm w Unii okazał się opłacalny. Niemniej ceni przewodnią ideę Unii - jednolity rynek, który jest obecnie jednym z największych na świecie.

Referendum w sprawie wycofania się Wielkiej Brytanii ma się odbyć przed końcem 2017 roku. W najnowszym sondażu przeprowadzonym przez ICM Unlimited, zwolennicy pozostania w Unii wygrywają z dążącymi do wyjścia, stosunkiem 53 do 47 proc. Z badania wynika, że wyjścia z Unii domagają się zwłaszcza starsi ludzie z biedniejszych grup społecznych.

Cameron skrytykował dotychczasowe praktyki unijne w sprawie uchodźców. Zdaniem polityka, powinniśmy ich przewozić do Europy bezpośrednio z miejsca ich zamieszkania, tak aby nie narażać ludzi na niebezpieczną podróż przez Morze Śródziemne. Nie jest to pierwszy tego typu pomysł - już wcześniej podobne koncepcje zgłaszane były przez polityków z Niemiec czy Austrii.

- Najlepsze, co możemy zrobić, to pomóc Syrii i państwom sąsiednim - powiedział. Zaznaczył, że jego kraj od kilku lat czynnie pomaga Syrii, przekazując 0,7 proc. dochodu narodowego na cele humanitarne. I jednocześnie apelował, aby nie ulegać antyislamskim nastrojom i stereotypom. Z drugiej jednak strony podkreślił, że jego kraj może zostać przytłoczony liczbą imigrantów, jeśli zastosuje się wobec nich bezrefleksyjną politykę "otwartych drzwi". Przedstawiciele Partii Konserwatywnej proponowali także, aby doprecyzować definicję uchodźcy, gdyż w ich opinii jest ona po prostu nieostra.

Wielka Brytania zgodziła się na przyjęcie imigrantów. Na Wyspy ma przyjechać 20 tysięcy osób w ciągu najbliższych czterech lat.