Polski konsulat w Ankarze nie ma informacji, by wśród ofiar silnej eksplozji w centrum miasta byli Polacy.

Konsul Piotr Sławiński przyznał, że być może jeszcze jest za wcześnie, by mówić o narodowości poszkodowanych. Do tej pory nie otrzymał jednak żadnych informacji od tureckich władz o tym, by wśród ofiar lub rannych byli Polacy. Dodał, że jest w stałym kontakcie z MSZ w Polsce.

Bomby eksplodowały jedna po drugiej w rejonie głównego dworca kolejowego w Ankarze. W tym miejscu dwie godziny później miała zacząć się antywojenna demonstracja Kurdów. Tureckie władze twierdzą, że co najmniej jedną eksplozję spowodował zamachowiec-samobójca.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan potępił atak terrorystyczny, a premier zwołał pilną naradę służb specjalnych. Z kolei kurdyjska partia HDP, która współorganizowała pokojowy marsz, oświadczyła, że celem ataku byli Kurdowie, a zamach był inspirowany przez władze.

Zdaniem Karola Wasilewskiego, eksperta z Centrum Inicjatyw Międzynarodowych, to wydarzenie pogłębi polaryzację sceny politycznej w Turcji. Jak podkreśla Karol Wasilewski, zamach nastąpił tuż przed wyborami, a siły rządowe i opozycja będą wzajemnie obciążać się winą.

Oskarżenia, że zamach został spreparowany przez rząd już pojawiły się na Twitterze. Jak napisał ekspert ds. Bliskiego Wschodu doktor Wojciech Szewko, dwie sieci komórkowe Turkcell i Vodafone zablokowały dostęp do Twittera i Facebooka w Turcji. Ponadto, blokowane są informacje o zamachu.

Z drugiej strony pojawiają się też zarzuty, że zamach został spreparowany przez Partię Pracujących Kurdystanu. Karol Wasilewski ocenia, że skutki eksplozji odbiją się negatywnie na sytuacji prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP).

To już trzeci zamach, który dotyka tego ugrupowania. Pierwszy miał miejsce w czerwcu przed wyborami, do drugiego doszło w lipcu w Suruc. Zdaniem eksperta z Centrum Inicjatyw Międzynarodowych, sytuację w Turcji i dzisiejszy zamach należy odczytywać w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Za 3 tygodnie Turcję czekają wybory parlamentarne, w czerwcu nie udało się utworzyć większości koalicyjnej. Kurdowie z partii HDP zajęli wówczas trzecie miejsce, ale wkrótce potem doszło do zerwania zawieszenia broni między tureckimi władzami, a kurdyjskimi ugrupowaniami, które przez wiele lat walczyły zbrojnie o powstanie własnego państwa. Karol Wasilewski podkreśla, że w Turcji scena polityczna jest już skrajnie spolaryzowana. Rząd i ugrupowania opozycyjne wzajemnie sobie nie wierzą i przedstawiają opinii publicznej swoje wersje rzeczywistości, w czym aktywnie uczestniczą media - i opozycyjne, i rządowe, dodaje.

Nieco inaczej na sprawę patrzy Karol Kujawa z Uniwersytetu w Czanakkale w zachodniej Turcji. Jego zdaniem, zamachy w Turcji są następstwem tego, co od kilku lat dzieje się na Bliskim Wschodzie. Ekspert mówił na antenie Polskiego Radia 24, że sytuację w Turcji determinują wojny w Syrii, Iraku czy na Ukrainie. Jak podkreślił, dynamika tych negatywnych wydarzeń coraz bardziej zaczyna przechodzić na terytorium Turcji.

Gość PR24 przypomina również o skomplikowanej strukturze etnicznej i religijnej kraju. Mieszkają tam zarówno Alewici, Kurdowie jak i inne mniejszości.

- Taką delikatną tkankę społeczną można bardzo łatwo rozbić - wyjaśnia. Dodaje, że Turcja to ponadto państwo tranzytowe. Z tego powodu narażona jest na różne niebezpieczeństwa docierające tam z zewnątrz.

Zdaniem Karola Kujawy, niewykluczone, że zamach przeprowadziło Państwo Islamskie, które chce jeszcze bardziej podzielić tureckich Kurdów i rząd w Ankarze. Przypomina, że w ostatnim czasie Kurdowie stracili zaufanie do tureckich władz. Doszło do regularnej wojny między rządem a Partią Pracujących Kurdystanu. Taka sytuacja - zdaniem Karola Kujawy - służy w dużym stopniu Państwu Islamskiemu. Jak dodał, z pewnością byłoby na rękę ISIS, gdyby Turcja zajęła się bardziej chaosem wewnętrznym niż bombardowaniem pozycji dżihadystów.