Shengli ostrzegł, że jeśli nadal USA będzie prowokować i prowadzić agresywną ekspansję swojej floty na Morzu Południowochińskim, sytuacja może się zaognić i nawet niewielki incydent doprowadzić do wojny.

Rozmowa zakończyła się jednak porozumieniem, że obie strony powinny przestrzegać regulacji CUES, czyli postępowania w przypadku nieplanowanych spotkań na morzu.

Eksperci przypominają, że z jednej strony Chiny ostro reagują na ostatnie poczynania USA, a z drugiej strony chwalą się, że wzajemne stosunki są najlepsze w historii.

Chiny są mocarstwem wschodzącym i chcą wywalczyć sobie "miejsce pod słońcem", kiedy USA chce zachować swoją silną pozycję - tłumaczy Paweł Berent, ekspert Centrum Studiów Polska-Azja.

Według Berenta cała sytuacja na Morzu Południowochińskim dotyczy ochrony tamtejszego handlowego szlaku morskiego (którego wartość szacowana jest na 5 bilionów dol.) oraz tamtejszych złóż ropy (drugie pod względem wielkości po Zatoce Perskiej).

Dużo w tych relacjach "potrząsania szabelką", natomiast w ciągu najbliższych kilku lat nie powinniśmy być świadkami wojny między tymi dwoma krajami - komentuje Berent i tłumaczy, że Chińczycy nie czują się na tyle pewnie, by konkurować z USA, a ci z kolei, prowadzą obecnie już zbyt wiele konfliktów.

W przyszłym tygodniu chiński prezydent Xi Jinping ma odwiedzić Wietnam i Singapur, w tym samym czasie chiński minister obrony Chang Wanquan spotka się z ministrami krajów Azji Południowo-wschodniej, gdzie pojawi się m.in. amerykański sekretarz obrony Ash Carter